poniedziałek, 26 grudnia 2011

Świąteczna magia w XTB

Święta to ponoć magiczny czas - czas w którym nawet zwierzęta przemawiają ludzkim głosem, dlaczego więc w XTB miałoby być inaczej? Jeżeli ktoś nie pamięta poprzedniego posta z XTB w roli głównej, to przypomnę: uzyskałem opiekuna - takiego Pana Przedszkolanka, który ma za zadanie opiekować się głupim mną. Zapobiegać rozmaitym trudnościom w moim życiu, podcierać moją foreksową pupcię - jednym słowem - usuwać wszelkie kamyczki na drodze do mojego forexowego szczęścia. Oczywiście w DM XTB (to akurat wiele słów, no ale takie życie - ktoś wam coś obiecuje, a później bezczelnie robi w balona).

Niestety mimo pięknych obietnic opiekun mój coś mnie olewał, więc korzystając z magicznego czasu świąt, czasu gdy nawet mój pies woła "dawaj żreć" ludzkim głosem, postanowiłem nieśmiało zwrócić opiekuna mego uwagę cenną bardzo. Co też niniejszym uczyniłem (będzie obrazkowo, jak w bajce):

Delikatnie oburzam się na dwumiesięczne oczekiwanie na odpowiedź i złośliwie sugeruję, że jestem filatelistą (a na dodatek kłamię). Szczytem złośliwości jest to, że chcę sobie zawrzeć (oczywiście złośliwą) transakcję. Sugeruję również rozszerzenie oferty XTB o kanciapkę. W końcu opisuję problem z sidomą (platforma do handlu akcjami na GPW):


Niestety mój opiekun nie odnalazł mojego maila i dlatego porusza zagadnienia w nim zawarte (magia świąt), dodatkowo dowiaduję się, że XTB nic nie może (jak ż(rz)yć Panie Premierze?), a już zupełnie nie ma wpływu na czasy kwotowań, chociaż ciekawostka z dziedziny fizyki - neutrina już nie są najszybsze. Najszybsze są kwotowania w HQ XTB:


I trzeci mail w którym się cieszę i wiele rzeczy napawa mnie szczęściem. A na dodatek informuję, że sidoma ciągle leży i kwiczy. I, oczywiście złośliwie, pozdrawiam (a tak na marginesie to wydaje mi się, że w tym przypadku oczywiście mogłoby zostać otoczone dwucinkiem):


Definiujemy "niezwłocznie" (mam wrażenie, że w mailu poniżej po niezwłocznie nie miało być "nie"), mój opiekun dziwi się i dziwi oraz wspólnie szukamy plusów oferty DM XTB. Niestety mój opiekun nie chce być moim hero i nie zamierza osobiście wybawiać mnie z opresji i każe mi dzwonić na infolinię. Tak jakby w pierwszym mailu napisałem, że dzwoniłem ale co mi szkodzi dzwonić ponownie? A nóż jakaś fajna dziewczyna tam siedzi i będę mógł ją wyrwać - to by dopiero był szpan na mieście, gdybym wyhaczył jakąś sympatyczną squaw z XTB:


Złośliwie (oczywiście) narzekam, że niezwłocznie nie kojarzy mi się z dwoma miesiącami, poza tym znajduję same zalety w ofercie XTB i nie chcę odchodzić do konkurencji :)


Mój opiekun nie rozumieć języka polska. Bo to trudna języka. Poza tym w XTB uczyć polska nowomowa, więc się nie dziwię. Ewentualnie biedny senior dealer ma sklerozę (podobno nadmiar dilowania szkodzi). Ponownie pada pytanie o to co napisałem w pierwszym mailu:


Kolejnego maila nie załączam, bo zawiera tylko screena z sidomy i część pierwszego maila. Dalej otrzymuję genialną odpowiedź, na jaką może wpaść tylko pracownik XTB. Bo przecież skoro nie działa mi podgląd ofert K/S dla wybranych przeze mnie papierów (a działa dla predefiniowanych - np Wig20), to na pewno mam źle skonfigurowanego firewalla. Bo to oczywiste, że jak np gadacie przez skypa ale nie ładuje wam się strona XTB, to wg pracownika XTB nie macie połączenia z netem.


Także drodzy czytelnicy. Jeżeli od początku listopada do dzisiaj (a szczerze mówiąc ponieważ ten post zostanie nadany przez biologiczny automat do wrzucania postów na blogi - czytaj mojego kolegę, więc nie wiem kiedy wypada dzisiaj) nie widzieliście żadnych nowych wpisów na blogu to tylko dlatego, że macie zablokowany port 4902 (ewentualnie nie macie neta i się wam te posty nie załadowały). Aby go odblokować musicie zadzwonić na infolinię XTB i poprosić o pomoc specjalistę od sodomy ... ekhm sidomy.

A tak poza tym, jeżeli mój automat biologiczny nie zawiedzie, to pojawi się jeszcze w najbliższym czasie (czyt. do końca roku) jeden pościk z podsumowaniem roku - tym razem będzie okazja ponabijać się z mojej głupoty.

środa, 2 listopada 2011

Jak zarobić na nie-rządzie?

W tym wpisie bardzo obficie będę poruszał wątki erotyczne, także osoby poniżej 18 roku życia lub/oraz osoby, których wrażliwość może zostać urażona, proszę o zaprzestanie czytania. Ten post będzie swoistą podróżą od kuleczek francuskiego prezydenta poprzez swojską rzyć polskiego premiera aż do finalnego nie-rządu. Osoby o mocnych nerwach zapraszam do dalszego czytania.

Niniejszy wpis jest sponsorowany przez celnego kopniaka wymierzonego szczytującemu Francuzowi przez niezadowolonego Greka. Otwarte pozostaje pytanie, czy poszło o słodkie chwile z kanclerz Niemiec, czy o inne, zadawnione konflikty. Fakty są takie, że francuskie kuleczki znacząco ucierpiały i pozostaje jedynie połączyć całość z nie-rządem i oczywiście wycisnąć z tej sytuacji troszkę pieniędzy. Znęcając się nieco nad biednym Mikołajem można by uznać, że wprawdzie francuskie banki przeszły crash testy ale wypadły raczej słabo w porównaniu do Mikołajowych kulek, które mimo zjawiskowego spotkania z greckim butem nie wydają się wymagać państwowej pomocy. Następnym razem może warto będzie zastanowić się przed przymuszaniem banków do udzielania kredytów krajom, które zamierzają kupować wytwory francuskiego przemysłu zbrojeniowego. No chyba, że będzie chodziło o jakąś metalową bieliznę.

Przechodząc na rodzime podwórko, pozwolę sobie przypomnieć postawione podczas kampanii pytanie "jak żyć panie premierze?". Oczywiście o ile pytający nie miał na myśli życia przez "rz" albo raczej rzyci, co doskonale tłumaczyłoby pewną niechęć Donaldinio do udzielenia odpowiedzi. Szczególnie, że po długawej podróży Tuskobusem po polskich drogach, rzyć premiera nie była chyba w szczytowej formie. Ale nie zarzucajmy "paprykarzowi" niecnych zamiarów i przejdźmy do odpowiedzi na to to trudne pytanie "jak żyć?".

Francuskie kuleczki poruszone greckim kopniakiem wywołały całkiem pokaźną lawinę wydarzeń, z których najważniejsze jest to, że obecnie na rynku mamy promocję. Oczywiście promocję dla osób zamierzających żyć z nie-rządu. A tutaj sprawa jest całkiem prosta. Biorąc pod uwagę jak bardzo premier Donaldinio unika choćby podejrzeń o to, że jego gabinet ma w planach porządkowanie finansów publicznych, można z dużą dozą spokoju przyjąć, że w nadchodzących miesiącach (dwóch), o ile zajdzie taka konieczność, bronić będzie kursu EURPLN do upadłego i nie licząc się z kosztami takich działań. Bo przecież wszystko jest lepsze niż przekroczenie konstytucyjnego progu zadłużenie i zrobienie sensownych reform. A jedynym czynnikiem, który obecnie może mieć wpływ na naruszenie magicznej linii jest właśnie kurs PLN do eurów i innych zielonych. Najpiękniejsze w tej sytuacji jest to, że obecnie już nic poza ewentualnym ingerowaniem na rynku nie można zrobić żeby uniknąć przebicia bariery (oczywiście o ile PLN się będzie osłabiał). Tak więc zupełnie spokojnie wystawiam sobie calle na EURPLN. Jedynym pytaniem na jakie należy sobie odpowiedzieć jest to jaki kurs wpędzi Jana Jacka Vincentego w kompletną łysinę. Moim zdaniem JJV wyłysieje już przy 4.60 za euro, natomiast mój opiekun z XTB twierdzi, że ten problem pojawi się dopiero przy 4.80. Niezależnie od tego, która wersja wydaje się wam pewniejsza (moje 4.60 vs xtb 4.80), rozpędzone francuskie kuleczki posłały PLN w takim kierunku, że wystawienie call na EURPLN nawet ze strajkiem 4.80 daje w miarę sensowne rezultaty. Oczywiście należy pamiętać, że dług zostanie przeliczony na PLN po kursie z ostatniego dnia roboczego w roku (30.XII). Co oznacza, że właśnie na ten dzień należy ustawić ekspirację opcji.

Disclousure: short call on EUR/PLN (4.60),

czwartek, 13 października 2011

O tym, jak mi zbladły literki

Literki przed nazwiskiem każdy z nas ma, mam i ja. A tu was mam, bo nawet jak wam się wydaje, że nie macie literek, to se możecie dopisać pan/pani i tyż będziecie mieli! Niestety po lekturze ostatniego "mesydża" od XTB moje literki znacząco zbladły. Z zawiści oczywiście, bo jakże by inaczej. Ale zacznijmy od początku. A było to tak:

Razu pewnego, siedząc sobie przed kompem dostałem maila. Napisało do mnie najszlachetniejsze z biur podróży. Biuro, które oferuje podróż w marzenia. Biuro oferujące niebiańską wycieczkę śladami najlepsiejszych traderów. Biuro tak zacne, że nawet nie mam słów abyż tąż zacność opisać we właściwy sposób. A imię jego czterdzieści i cztery. Znaczy się tfu, XTB. Niegodnym ja aby otrzymywać maile od samego XTB, ale jednak. Oto się ziściły me marzenia. Jest mail, nowe treści w nim, a co jedna to godniejsza. Alleluja bracia i siostry - życie jest piękne. Jak na zawodowego niegodnego przystało postanowiłem tę muzykę sfer opisać niegodnym językiem niegodnych. Skopiowałem boskie treści do worda aby podliczyć ile szczęścia mnie spotkało i oto statystyki:


1944 znaki w jednym, ściśniętym bloku tekstu. Ach, jaka radość dla ocząt. Ale cóż czynić. Jak XTB pisze, to odbiorca ma obowiązek czytać. Co ja mówię czytać - pochłaniać. A czegóż tam nie ma? Mówiąc szczerze jest wszystko. Po pierwsze dowiedziałem się, że będę miał opiekuna. Łał, awesome! I ten cudny opiekun mój będzie:

- "poprawiał jakość obsługi klienta" - hahahaha - cóż, mój opiekun na pewno ma poczucie humoru,
- "wyselekcjonowany" - cokolwiek to znaczy, ale mnie się to kojarzy tylko z tym, że starannie wyselekcjonowane ogórki są moczone w zimnej wodzie około pół godziny, następnie myte, płukane i wkładane do słoi ... link W każdym razie mam nadzieję, że mój opiekun nie będzie starannie myty, płukany i wkładany do słoja,
- "osobą z dłuższym stażem" - nie mylić ze stelażem,
- miał "własne doświadczenie inwestycyjne" - znaczy się, że już min. jedną transakcję zawarł. Oczywiście na demie,
- "świadczył wsparcie analityczne" - serio? Miałbym korzystać ze wsparcia analitycznego XTB? O poczuciu humoru opiekuna już pisałem,
- "współpracował ze mną w celu poprawy moich/swoich wyników inwestycyjnych" - z tego maila nie wiem kto będzie poprawiał czyje wyniki inwestycyjne. Zresztą na grzyba mam poprawiać wyniki, kiedy ja ze swoich jestem zadowolony? No chyba, że mam poprawiać jego wyniki, żeby mój wyselekcjonowany opiekun jakieś w ogóle miał.

Wiem również, że mogę korzystać z mojego opiekuna:

"Jestem również do Państwa dyspozycji, gdyby chcieli się Państwo zorientować w bieżącej sytuacji rynkowej" - dobra, od dzisiaj będę co dziesięć minut wysyłał maila z pytaniem: "to jaki jest kurs EUR/USD?". Ciekawe ile gościu wytrzyma?

Ale co tam. Jest też mały statement:

"Tych z Państwa, którzy są zainteresowani kontaktem, bardzo proszę o przesyłanie swoich statementów za ostatni okres, żebym możliwie szybko mógł je przeanalizować i się z Państwem skontaktować" - no i miałem dylemat - ile to jest ostatni okres? Poprzedni miesiąc, bieżący, jeden dzień, dwa lata? W końcu postanowiłem posłać statement za ostatni okres - link (no co, opinia to też statement).

W każdym razie jestem bezpieczny bo:

"(...) oraz by możliwie szybko rozpocząć ewentualne działania zmierzające do zmiany sytuacji tych z Państwa, którzy w chwili obecnej ponoszą straty" - ci z Państwa, którzy tracą są proszeni o wpisanie się w komentarzu poniżej. Ciekawe, czy jak gościu będzie tracił pomagając mi nie stracić, to dostanie maila od innego ludka z XTB, z informacją że jak będzie tracił, to ma napisać i ktoś temu zaradzi. W każdym razie czekam aż straci nerwy.

Mój opiekun jest jak chemia - żywi, leczy i ubiera:

"Moją rolą będzie również tworzenie materiałów i programów szkoleń dla zaawansowanych klientów, dla których dotychczasowa oferta jest niewystarczająca. Jeżeli będę uzyskiwał od Państwa wskazówki na temat Państwa oczekiwań, tematyka będzie mogła być lepiej dopasowana do Państwa potrzeb." - no i sam się prosił. Wysłałem mu swoją opinię na temat XTB i zobaczymy, czy dopasuje tematykę do moich oczekiwań. To byłoby coś - szkolenie dla klientów, jak grzecznie prosić konsultantów XTB, żeby uzyskać pomoc. Jak za komuny wchodził klient do sklepu i nie był dość grzeczny, to mógł usłyszeć won mi stąd. Dzięki szkoleniom mojego opiekuna, ja nie będę miał problemów z wyrażaniem odpowiedniego szacunku. Ode mnie może się spodziewać mnóstwa wskazówek.

Ale najlepsza jest końcówka:

"Pozdrawiam.
XYZ XYZ
Senior Dealer
Makler Papierów Wartościowych z Uprawnieniami do Doradztwa Inwestycyjnego (secret number)"


Awesome, awesome, awesome. Pamiętam na studiach miałem jednego takiego gościa z niedostatkiem pieszczot, który na pierwszych zajęciach wszedł na salę i powiedział "pozwólcie państwo, że się przedstawię". I dawaj, podszedł do tablicy i pisze:
dr hab. inż. Marian K. prof. nadzw. Politechniki Wrocławskiej
No ten to miał szacun. Chciałbym widzieć jego wizytówkę - metr pięćdziesiąt w pasie to minimum. Ale wracając do mojego opiekuna - ja bym se jeszcze dołożył magistra przed tym maklerem. Ale nie takiego że trzy literki i spacja, tylko w pełnym wymiarze:
Senior Dealer Magister Licencjat Abiturient Makler Papierów Wartościowych z Uprawnieniami do Doradztwa Inwestycyjnego (nr. licencji) Mąż/Kawaler Pan Filatelista. No i czy kogoś dziwi, że moje literki zbladły? W końcu ja mam tylko jakieś tam bez sensu kursy międzynarodowe - i nawet nie mam licencji, bo jestem dopiero candidate, więc już w ogóle wstyd się przyznawać. Faux pas z mojej strony.

Muszę przyznać, że mój opiekun jest szybki - po przesłaniu mu statementu odnośnie XTB już mam odpowiedź. W tym rozwiane zostały moje wątpliwości:

"Czy to moje naiwne niezrozumienie nowej polityki XTB, czy rzeczywiście będę się mógł raz na jakiś czas spodziewać kompetentnej odpowiedzi na zadane pytanie? I do tego być może odpowiedzi od osoby, która rozumie tak "zaawansowane" pojęcie, jak np fixing."

I odpowiedź:

"Jako licencjonowany makler wiem również, czym jest fixing"

Uff, powiało grozą. Całe szczęście, że ja jeszcze nie jestem licencjonowany tylko sobie kandyduję. Inaczej wpisy na blogu zaczęłyby być nieco sztywne. Zaczynałbym np tak: jako certyfikowany członek CIMA wiem czym są opcje. Wiem również czym jest covered call. I w sumie na tym post by się kończył, no bo co jeszcze mógłbym dodać. W końcu ja wiem. Inni nie muszą.

Gdyby XTB zażyczyło sobie opłat za korzystanie z ich usług to bym płacił. W końcu śmiech to zdrowie, a zdrowie jest bezcenne. A swoją drogą, to ciekawy jestem, jak ta korespondencja się rozwinie. Gość jest biedny, że trafił na mnie. Ech pocierpi on, pocierpi.

wtorek, 27 września 2011

Recka

Dzisiaj se walnę reckę. A co, wolno mi. Ale zacznijmy od początku. Na początku było słowo... Nie, kurde sam w to nie wierzę. Na początku był Wielki Wybuch, a później Tobiasz przysłał mi swoją książkę i takie to były początki tego posta.

Wracając do rzeczy poważnych, Tobiasz napisał książkę pt "Dlaczego Twój makler wolałby, żebyś TEGO nie wiedział?". Pisząc recenzję o danej pozycji oceniający ma spory dylemat. Bo z jednej strony można zadowolić się stwierdzeniem, że jest "ok" albo "do kitu" i już. Można też napisać elaborat o danej pozycji prezentując czytającemu punkt widzenia recenzenta tak, aby recenzja niosła jak najwięcej korzyści dla czytelnika. Postanowiłem zastosować model hybrydowy i wylistować plusy i minusy. Ale zanim przejdę do tej części, zacznę może od tego dla kogo jest ta książka. Otóż Tobiasz opisuje ostatnią część analizy fundamentalnej, jaką jest analiza sprawozdań. Do tego dołożona jest filozofia inwestycyjna, jaką posługuje się autor, a która stanowi integralną część procesu inwestycyjnego. Całość poprzedzona jest zbiorem informacji, jak działają mechanizmy na styku instytucje finansowe-inwestorzy. Wspomnienie o działaniu świata finansjery jest o tyle istotne, że często początkujący inwestorzy nie zwracają na te informacje uwagi, co może być dla nich dość kosztowne. Jak widać książka jest dla osoby chcącej rozpocząć przygodę z analizą fundamentalną.

Plusy książki:
- napisana przystępnym językiem,
- zwraca uwagę na pewne oczywistości, które zazwyczaj wyłączane są poza proces decyzyjny inwestorów,
- zawiera sporo przykładów,
- zwraca uwagę na najważniejszy aspekt inwestowania - psychologię,
- ma gotowe do wykorzystania w praktyce rozwiązania,
- jest zrozumiała dla początkującego czytelnika,
- zawiera sporo interesujących dla inwestora źródeł informacji,
- autor przenosi na rynek kapitałowy zdobyte podczas analizowania nieruchomości doświadczenia,
- jest komplementarna - zwraca uwagę na całość procesu decyzyjnego z jakim ma do czynienia przeciętny inwestor,

Minusy:
- uważny czytelnik znajdzie kilka błędów,
- nieco za prosta, wymaga sięgnięcia po bardziej rozbudowane pozycje z AF, zanim inwestor będzie w stanie skutecznie stosować opisane techniki,

Podsumowując - inwestor zainteresowany rozpoczęciem przygody z analizą fundamentalną lub chcący przeczytać polskie zakończenie serii książek Kiyosakiego (z którego autor sporo czerpie) powinien sięgnąć po tę pozycję. Ryzyko takiego zakupu praktycznie nie istnieje, ponieważ wydawnictwo daje gwarancję zwrotu ceny książki dla niezadowolonemu czytelnikowi. Osoby zainteresowane tematyką poruszaną w książce Tobiasza, zachęcam do nabycia jej za pośrednictwem jego strony. W ten sposób podwójnie wspomogą autora.

piątek, 23 września 2011

Czy to ma sens?

Tytułowym "TYM" będzie analiza fundamentalna w połączeniu ze strategią covered call. Cofnijmy się nieco w przeszłość, a dokładniej do dnia 31 maja b.r., kiedy to napisałem, że odbędzie się remanencik w moim portfelu fundamentalnym. A do tego dołożone zostaną opcje. Jak dotąd kupiłem Vodafone, Microsoft, Annaly Capital Management, National Bank of Greece i dwie tajemnicze spółki, o których napiszę kiedy indziej. Poniżej w tabelce prezentuję jak całość wygląda obecnie:

Liczba akcji jest przeskalowana tak aby najmniejszą wartością było 100. Jeżeli gdzieś jest 200, to oznacza, że pozycja jest podzielona na dwie części: inwestycyjną-długoterminową i spekulacyjną-krótkoterminową.

Jak widać dobrze nie ma - strata około 3 200 zielonych wobec zainwestowanych 16 267 wygląda kiepskawo. Stopa zwrotu wyrażona w dolcach wynosi ok -19.7%. W tym samym czasie SP500 rąbnął się o ok 15.9%. Czekam na brawa, pobiłem indeks - moje akcje leciały bardziej :) Nieco inaczej będzie to wyglądało jeżeli wynik wyrazimy w PLN (rozwijałem ten temat w nr 9 EM). W PLN wygląda to tak:

Jak widać jest znacząco lepiej. SP spadł o 15.9%, natomiast moje akcje już tylko o 3,09%. Teraz faktycznie mogę napisać, że pobiłem indeks. No dobra, ale jak na razie wziąłem pod uwagę tylko różnicę w wycenie. A gdzie dywidendy, a gdzie opcje? Jeżeli chodzi o dywidendy, to było ich niewiele - dostałem 96 USD za akcje VODu (liczę tylko za 100 akcji, bo pozostałe dokupiłem później bez prawa do dywidendy). Podsumowanie dzisiaj jest dla mnie dość niekorzystne, bo 28 września mógłbym sobie doliczyć dywidendę z NLY, a w listopadzie bulić będzie VOD i jedna z nieopisanych przeze mnie jeszcze spółek (w sumie ok 370 USD dla liczby akcji, jak powyżej). Natomiast zestawienie premii opcyjnych podaję poniżej (przeliczone na 1 opcję). Tam, gdzie występują wartości ujemne, oznacza to, że rolowałem pozycję:


Jak widać, zapłacone dywidendy i premie opcyjne to razem 1 266 USD. A więc rzeczywista stopa zwrotu w USD wynosi -13%, a w PLN 3,42%. Nie narzekam, tym bardziej, że inwestycja w polski Wig20 przyniosłaby mi śliczne -27,1%.

Jeszcze na sam koniec o metodologii - przyjąłem średni kurs kupna akcji i wypłaconej premii na poziomie 2,80 PLN za USD (w sumie nieco niekorzystnie dla mnie, bo większość premii opcyjnych zostało wypłacone przy wyższym kursie), natomiast aktualną wycenę w PLN przeliczyłem po kursie 3,25 (gdyby się nie włączył NBP i BGK, mógłbym liczyć po 3,35 PLN za USD). Wszystkie wartości zostały skorygowane o prowizje.

Trzymam jeszcze ok 20% portfela w gotówce, w razie gdyby się pojawiły jakieś interesujące okazje. Jeszcze jedną korzyścią, jaką wyciągnę z obecnej sytuacji będą wyższe dywidendy - i tak np 4.31%, jakie zapłaciłaby jedna z nieodkrytych spółek (licząc wysokość dywidendy [$]/cenę kupna [$]) rośnie do 4.99% (licząc dywidenda [PLN]/ cena kupna [PLN]). Taki tam skromny wzrost dywidendy o 16%, a spółka nawet nie musi kiwnąć palcem :]

czwartek, 15 września 2011

Niegramotne XTB

Dzisiaj naprawdę nie zdzierżyłem. Wraca człowiek późno w nocy do domu "naenczantowany" pewną dawką eliksirów rozweselających i w ramach zmagań z rzeczywistością, postanawia sprawdzić pocztę. I cóż oczęta jego napotykają? Napotykają na marketingowo-gramatyczną rozkosz prosto ze stajni XTB. Pierwsze starcie ze wzmiankowaną rozkoszą przegrałem walkowerem, uznawszy iż stan rozweselenia nie pozwala na poprawną absorpcję wysoce gramatycznych treści, jakimi uraczył mnie mój ulubiony dom maklerski. Po nocnym odpoczynku i zasłużonej "deenczantacji" organizmu postanowiłem po raz kolejny stanąć w szranki z "najMiodkowniejszą" polszczyzną. Żeby podzielić się rozkoszami, jakich dostarcza marketingowy potworek iksów, rozbiorę całość na czynniki pierwsze. Zacznijmy od nagłówka tejże sympatycznej wiadomości.


Nie, no generalnie nie jest źle i czepiam się tylko dla rozgrzewki. Odsłania, to nie to samo co obnaża, choć pewne niepokojące podobieństwa da się znaleźć. Szczęśliwie przesłanie jest nie takie, że obnaża się, ale że odsłania swoje sekrety. Mając na uwadze zdrowie psychiczne uczestników, mam nadzieję, że nie będą to sekrety erotyczne. Chociaż kto wie? Może dr Elder postanowi wykonać coming out? W budowaniu napięcia na pewno by to pomogło. No ale dobra, przejdźmy do konkretów bo na razie tak sobie tylko z XTB dworuję. Jedźmy dalej:


"Cykl konferencji ma swoją logiczną całość...dlatego wybór musiał paść na Dr Eldera – Legendy tradingu"- ja w to nie wątpię, nie wątpię również, że Dr (koniecznie tytuł z dużej) Elder padłby z wrażenia na tak odważne wysiudanie biernika. No chyba, że chodziło o dwuczłonowe nazwisko: Eldera-Legendy, wtedy to mogłoby mieć pewien sens. Drugim wytłumaczeniem może być fakt, że Dr (tytuł koniecznie z dużej) Elder, jest jak trójca święta, w wielu osobach - np Dr (tytuł koniecznie z dużej) Elder i Dr (tytuł koniecznie z dużej) Legenda.

"(...)jednego z nielicznych guru zapraszanych na liczne konferencje na całym świecie." Bardzo mi się to zdanie podoba. Będę je namiętnie wykorzystywał. Wracając do Dr (tytuł koniecznie z dużej) Eldera - być może taki jest los nielicznych guru zapraszanych na liczne konferencje, że w ich obecności żaden biernik nie ma szans. Przejdźmy jednak do kolejnego z nielicznych błędów, nad którymi wyleję liczne złośliwości:


Hmm, ja z kolei nie muszę znać trzech, wystarczy jeden, powodów dla których ktoś stawia przecinek przed i po słowie "dla"? Znaczy się, że od dzisiaj mam pisać np: "Mam ,dla, ciebie propozycję"? A może tam miał być angielski cudzysłów? Tylko się komuś pomyliło z przecinkiem? Chyba, że przy nielicznych słowach stawia się liczne przecinki. No nic, czas na nieliczne powody, które przyciągną liczną grupę ludzi:


Na szczególną uwagę zasługuje powód drugi: "Będziesz się uczył od legendy, tradingu, który rzadko prowadzi szkolenia w tej części świata". Tja, od legendy, który.... Do dzisiaj żyłem w naiwnym przeświadczeniu, że w języku polskim legenda jest rodzaju żeńskiego. Ot, prostaczek ze mnie. Aż wstyd nie wiedzieć, że u nas, jak w Niemczech, obowiązuje das Madchen (to dziewczynka). Coraz bardziej umacniam się w podejrzeniu, że na tej konferencji dojdzie do jakiegoś coming outu. Od dzisiaj także przy słowie "trading" stawiamy dwa przecinki (dwucinek?).

Na tym tle nieco bladawo wypada powód 3 ze swoim spotkaniem eEuropejskim. Od teraz przecież przymiotniki utworzone od nazw kontynentów piszemy z dużej. A szczytem czepialstwa jest to, że Dr (tytuł koniecznie z dużej) Elder jest Amerykaninem i trochę ni z gruszki ni z pietruszki zostało to połączone ze spotkaniem europejskim. Uwaga na dwucinek przy jakości, chociaż jeżeli chodzi o "jakość" treści w tej reklamie, to cudzysłów (nawet angielski) byłby jak znalazł. I ostatnia część:


"Dla tych, którzy wiedzą, że własny rozwój = większe zyski, a w dodatku, gdy uczysz się wprost o źródła i twórcy metod nigdzie indziej nieprezentowanych". O kurna, tym razem ktoś chciał wykończyć dopełniacz wołaczem. O xtb, źródło wiedzy wszelakiej, nauczycielu, rozweselaczu!

Tak na dobrą sprawę, to chciałem nadmienić, że nie jestem polonistą (ani nawet humanistą). Zdaję sobie również sprawę, że błędy się zdarzają i że sam je popełniam (szczególnie nadużywam przecinków idąc raczej w ilość niż jakość), no ale wydaje się, że przekaz marketingowy powinien podlegać specjalnej trosce. Poza tym, moim zdaniem, szacunek dla klienta wymaga aby stosować się do reguł języka. Czepiam się, wiem.

środa, 14 września 2011

NBG w kontekście kulinarnym

Przepis na spekulacyjne 25.5% lub 53% w 4 miesiące: szczypta soli, krztynka NBR. Podgrzać w Grecji.

Dzisiaj krótko i mocno spekulacyjnie. Przyglądałem się ostatnio radosnej wyprzedaży na greckim parkiecie, którego główny indeks rypnął sobie od 2007 roku o ok 85%.


Nie czarujmy się - w cenie akcji greckich jest bankructwo tego kraju. Kontrowersyjnie uważam, że bankructwo rządu (pewnie poprzez restrukturyzację) nie powinno mieć aż tak dramatycznych skutków, jakie obecnie dyskontują rynki. A biorąc pod uwagę przecenę, jaka spotkała największe banki greckie, należałoby się spodziewać ich upadku. Stąd też moja decyzja o nabyciu akcji National Bank of Greece (NYSE:NBG), który został przeceniony o wesołe 94% w przeciągu 5 lat (kapinkę mniej, bo w międzyczasie był split 26:25). Żeby było śmieszniej, pierwszym, stratnym rokiem dla banku był ten zakończony 31.XII.2010, a sama strata sięgnęła połowy zysku za rok 2009.

Nie wrzucam analizy finansów tego cudeńka, bo tak na prawdę gra rozegra się o to, czy UE i Grecja pozwolą na wymuszone bankructwo (wymuszone, bo IMO spowodowane ono może być jedynie przez namiętne wycofywanie depozytów przez zachwyconą konsekwencjami lewicowego rozpasania ludność) i o to ile tak na prawdę w bilansie tego banku jest "bezpiecznych" papierów rządowych. Na osłodę, wystawiłem sobie opcyjkę na te papiery, która wygasa 18 lutego 2012, z premią 20 USD i strajkiem na poziomie 1 USD. Przy cenie nabycia na poziomie 0.78 USD za akcję, premia stanowi 25.5% wartości akcji, natomiast w przypadku wykonania, do zarobienia będzie 53%. Co ciekawe w 2010 bank wypłacił dywidendę (26c), którą zresztą płacił regularnie od 2000 roku, z krótką przerwą w 2009. Gdyby podobna dywidenda została wypłacona w 2011 (na co nie liczę), stanowiłaby skromne 33.3%. Mam nadzieję na wznowienie dywidend w terminie do 5 lat. Oczywiście o ile wcześniej nie zostanie wykonana jedna z wielu opcji, jakie zamierzam wystawić na te akcje.

Ze względu na mocno spekulacyjny charakter inwestycji, zaangażowanie jest na poziomie kilku procent.

Full disclosure: long NBG,(0.78 USD), short call NBG (NBG.C.18FEB12.US.AM.1, 0.20 USD).