Najlepsze wyniki

Najlepsze wyniki

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Świąteczna magia w XTB

Święta to ponoć magiczny czas - czas w którym nawet zwierzęta przemawiają ludzkim głosem, dlaczego więc w XTB miałoby być inaczej? Jeżeli ktoś nie pamięta poprzedniego posta z XTB w roli głównej, to przypomnę: uzyskałem opiekuna - takiego Pana Przedszkolanka, który ma za zadanie opiekować się głupim mną. Zapobiegać rozmaitym trudnościom w moim życiu, podcierać moją foreksową pupcię - jednym słowem - usuwać wszelkie kamyczki na drodze do mojego forexowego szczęścia. Oczywiście w DM XTB (to akurat wiele słów, no ale takie życie - ktoś wam coś obiecuje, a później bezczelnie robi w balona).

Niestety mimo pięknych obietnic opiekun mój coś mnie olewał, więc korzystając z magicznego czasu świąt, czasu gdy nawet mój pies woła "dawaj żreć" ludzkim głosem, postanowiłem nieśmiało zwrócić opiekuna mego uwagę cenną bardzo. Co też niniejszym uczyniłem (będzie obrazkowo, jak w bajce):

Delikatnie oburzam się na dwumiesięczne oczekiwanie na odpowiedź i złośliwie sugeruję, że jestem filatelistą (a na dodatek kłamię). Szczytem złośliwości jest to, że chcę sobie zawrzeć (oczywiście złośliwą) transakcję. Sugeruję również rozszerzenie oferty XTB o kanciapkę. W końcu opisuję problem z sidomą (platforma do handlu akcjami na GPW):


Niestety mój opiekun nie odnalazł mojego maila i dlatego porusza zagadnienia w nim zawarte (magia świąt), dodatkowo dowiaduję się, że XTB nic nie może (jak ż(rz)yć Panie Premierze?), a już zupełnie nie ma wpływu na czasy kwotowań, chociaż ciekawostka z dziedziny fizyki - neutrina już nie są najszybsze. Najszybsze są kwotowania w HQ XTB:


I trzeci mail w którym się cieszę i wiele rzeczy napawa mnie szczęściem. A na dodatek informuję, że sidoma ciągle leży i kwiczy. I, oczywiście złośliwie, pozdrawiam (a tak na marginesie to wydaje mi się, że w tym przypadku oczywiście mogłoby zostać otoczone dwucinkiem):


Definiujemy "niezwłocznie" (mam wrażenie, że w mailu poniżej po niezwłocznie nie miało być "nie"), mój opiekun dziwi się i dziwi oraz wspólnie szukamy plusów oferty DM XTB. Niestety mój opiekun nie chce być moim hero i nie zamierza osobiście wybawiać mnie z opresji i każe mi dzwonić na infolinię. Tak jakby w pierwszym mailu napisałem, że dzwoniłem ale co mi szkodzi dzwonić ponownie? A nóż jakaś fajna dziewczyna tam siedzi i będę mógł ją wyrwać - to by dopiero był szpan na mieście, gdybym wyhaczył jakąś sympatyczną squaw z XTB:


Złośliwie (oczywiście) narzekam, że niezwłocznie nie kojarzy mi się z dwoma miesiącami, poza tym znajduję same zalety w ofercie XTB i nie chcę odchodzić do konkurencji :)


Mój opiekun nie rozumieć języka polska. Bo to trudna języka. Poza tym w XTB uczyć polska nowomowa, więc się nie dziwię. Ewentualnie biedny senior dealer ma sklerozę (podobno nadmiar dilowania szkodzi). Ponownie pada pytanie o to co napisałem w pierwszym mailu:


Kolejnego maila nie załączam, bo zawiera tylko screena z sidomy i część pierwszego maila. Dalej otrzymuję genialną odpowiedź, na jaką może wpaść tylko pracownik XTB. Bo przecież skoro nie działa mi podgląd ofert K/S dla wybranych przeze mnie papierów (a działa dla predefiniowanych - np Wig20), to na pewno mam źle skonfigurowanego firewalla. Bo to oczywiste, że jak np gadacie przez skypa ale nie ładuje wam się strona XTB, to wg pracownika XTB nie macie połączenia z netem.


Także drodzy czytelnicy. Jeżeli od początku listopada do dzisiaj (a szczerze mówiąc ponieważ ten post zostanie nadany przez biologiczny automat do wrzucania postów na blogi - czytaj mojego kolegę, więc nie wiem kiedy wypada dzisiaj) nie widzieliście żadnych nowych wpisów na blogu to tylko dlatego, że macie zablokowany port 4902 (ewentualnie nie macie neta i się wam te posty nie załadowały). Aby go odblokować musicie zadzwonić na infolinię XTB i poprosić o pomoc specjalistę od sodomy ... ekhm sidomy.

A tak poza tym, jeżeli mój automat biologiczny nie zawiedzie, to pojawi się jeszcze w najbliższym czasie (czyt. do końca roku) jeden pościk z podsumowaniem roku - tym razem będzie okazja ponabijać się z mojej głupoty.

środa, 2 listopada 2011

Jak zarobić na nie-rządzie?

W tym wpisie bardzo obficie będę poruszał wątki erotyczne, także osoby poniżej 18 roku życia lub/oraz osoby, których wrażliwość może zostać urażona, proszę o zaprzestanie czytania. Ten post będzie swoistą podróżą od kuleczek francuskiego prezydenta poprzez swojską rzyć polskiego premiera aż do finalnego nie-rządu. Osoby o mocnych nerwach zapraszam do dalszego czytania.

Niniejszy wpis jest sponsorowany przez celnego kopniaka wymierzonego szczytującemu Francuzowi przez niezadowolonego Greka. Otwarte pozostaje pytanie, czy poszło o słodkie chwile z kanclerz Niemiec, czy o inne, zadawnione konflikty. Fakty są takie, że francuskie kuleczki znacząco ucierpiały i pozostaje jedynie połączyć całość z nie-rządem i oczywiście wycisnąć z tej sytuacji troszkę pieniędzy. Znęcając się nieco nad biednym Mikołajem można by uznać, że wprawdzie francuskie banki przeszły crash testy ale wypadły raczej słabo w porównaniu do Mikołajowych kulek, które mimo zjawiskowego spotkania z greckim butem nie wydają się wymagać państwowej pomocy. Następnym razem może warto będzie zastanowić się przed przymuszaniem banków do udzielania kredytów krajom, które zamierzają kupować wytwory francuskiego przemysłu zbrojeniowego. No chyba, że będzie chodziło o jakąś metalową bieliznę.

Przechodząc na rodzime podwórko, pozwolę sobie przypomnieć postawione podczas kampanii pytanie "jak żyć panie premierze?". Oczywiście o ile pytający nie miał na myśli życia przez "rz" albo raczej rzyci, co doskonale tłumaczyłoby pewną niechęć Donaldinio do udzielenia odpowiedzi. Szczególnie, że po długawej podróży Tuskobusem po polskich drogach, rzyć premiera nie była chyba w szczytowej formie. Ale nie zarzucajmy "paprykarzowi" niecnych zamiarów i przejdźmy do odpowiedzi na to to trudne pytanie "jak żyć?".

Francuskie kuleczki poruszone greckim kopniakiem wywołały całkiem pokaźną lawinę wydarzeń, z których najważniejsze jest to, że obecnie na rynku mamy promocję. Oczywiście promocję dla osób zamierzających żyć z nie-rządu. A tutaj sprawa jest całkiem prosta. Biorąc pod uwagę jak bardzo premier Donaldinio unika choćby podejrzeń o to, że jego gabinet ma w planach porządkowanie finansów publicznych, można z dużą dozą spokoju przyjąć, że w nadchodzących miesiącach (dwóch), o ile zajdzie taka konieczność, bronić będzie kursu EURPLN do upadłego i nie licząc się z kosztami takich działań. Bo przecież wszystko jest lepsze niż przekroczenie konstytucyjnego progu zadłużenie i zrobienie sensownych reform. A jedynym czynnikiem, który obecnie może mieć wpływ na naruszenie magicznej linii jest właśnie kurs PLN do eurów i innych zielonych. Najpiękniejsze w tej sytuacji jest to, że obecnie już nic poza ewentualnym ingerowaniem na rynku nie można zrobić żeby uniknąć przebicia bariery (oczywiście o ile PLN się będzie osłabiał). Tak więc zupełnie spokojnie wystawiam sobie calle na EURPLN. Jedynym pytaniem na jakie należy sobie odpowiedzieć jest to jaki kurs wpędzi Jana Jacka Vincentego w kompletną łysinę. Moim zdaniem JJV wyłysieje już przy 4.60 za euro, natomiast mój opiekun z XTB twierdzi, że ten problem pojawi się dopiero przy 4.80. Niezależnie od tego, która wersja wydaje się wam pewniejsza (moje 4.60 vs xtb 4.80), rozpędzone francuskie kuleczki posłały PLN w takim kierunku, że wystawienie call na EURPLN nawet ze strajkiem 4.80 daje w miarę sensowne rezultaty. Oczywiście należy pamiętać, że dług zostanie przeliczony na PLN po kursie z ostatniego dnia roboczego w roku (30.XII). Co oznacza, że właśnie na ten dzień należy ustawić ekspirację opcji.

Disclousure: short call on EUR/PLN (4.60),

czwartek, 13 października 2011

O tym, jak mi zbladły literki

Literki przed nazwiskiem każdy z nas ma, mam i ja. A tu was mam, bo nawet jak wam się wydaje, że nie macie literek, to se możecie dopisać pan/pani i tyż będziecie mieli! Niestety po lekturze ostatniego "mesydża" od XTB moje literki znacząco zbladły. Z zawiści oczywiście, bo jakże by inaczej. Ale zacznijmy od początku. A było to tak:

Razu pewnego, siedząc sobie przed kompem dostałem maila. Napisało do mnie najszlachetniejsze z biur podróży. Biuro, które oferuje podróż w marzenia. Biuro oferujące niebiańską wycieczkę śladami najlepsiejszych traderów. Biuro tak zacne, że nawet nie mam słów abyż tąż zacność opisać we właściwy sposób. A imię jego czterdzieści i cztery. Znaczy się tfu, XTB. Niegodnym ja aby otrzymywać maile od samego XTB, ale jednak. Oto się ziściły me marzenia. Jest mail, nowe treści w nim, a co jedna to godniejsza. Alleluja bracia i siostry - życie jest piękne. Jak na zawodowego niegodnego przystało postanowiłem tę muzykę sfer opisać niegodnym językiem niegodnych. Skopiowałem boskie treści do worda aby podliczyć ile szczęścia mnie spotkało i oto statystyki:


1944 znaki w jednym, ściśniętym bloku tekstu. Ach, jaka radość dla ocząt. Ale cóż czynić. Jak XTB pisze, to odbiorca ma obowiązek czytać. Co ja mówię czytać - pochłaniać. A czegóż tam nie ma? Mówiąc szczerze jest wszystko. Po pierwsze dowiedziałem się, że będę miał opiekuna. Łał, awesome! I ten cudny opiekun mój będzie:

- "poprawiał jakość obsługi klienta" - hahahaha - cóż, mój opiekun na pewno ma poczucie humoru,
- "wyselekcjonowany" - cokolwiek to znaczy, ale mnie się to kojarzy tylko z tym, że starannie wyselekcjonowane ogórki są moczone w zimnej wodzie około pół godziny, następnie myte, płukane i wkładane do słoi ... link W każdym razie mam nadzieję, że mój opiekun nie będzie starannie myty, płukany i wkładany do słoja,
- "osobą z dłuższym stażem" - nie mylić ze stelażem,
- miał "własne doświadczenie inwestycyjne" - znaczy się, że już min. jedną transakcję zawarł. Oczywiście na demie,
- "świadczył wsparcie analityczne" - serio? Miałbym korzystać ze wsparcia analitycznego XTB? O poczuciu humoru opiekuna już pisałem,
- "współpracował ze mną w celu poprawy moich/swoich wyników inwestycyjnych" - z tego maila nie wiem kto będzie poprawiał czyje wyniki inwestycyjne. Zresztą na grzyba mam poprawiać wyniki, kiedy ja ze swoich jestem zadowolony? No chyba, że mam poprawiać jego wyniki, żeby mój wyselekcjonowany opiekun jakieś w ogóle miał.

Wiem również, że mogę korzystać z mojego opiekuna:

"Jestem również do Państwa dyspozycji, gdyby chcieli się Państwo zorientować w bieżącej sytuacji rynkowej" - dobra, od dzisiaj będę co dziesięć minut wysyłał maila z pytaniem: "to jaki jest kurs EUR/USD?". Ciekawe ile gościu wytrzyma?

Ale co tam. Jest też mały statement:

"Tych z Państwa, którzy są zainteresowani kontaktem, bardzo proszę o przesyłanie swoich statementów za ostatni okres, żebym możliwie szybko mógł je przeanalizować i się z Państwem skontaktować" - no i miałem dylemat - ile to jest ostatni okres? Poprzedni miesiąc, bieżący, jeden dzień, dwa lata? W końcu postanowiłem posłać statement za ostatni okres - link (no co, opinia to też statement).

W każdym razie jestem bezpieczny bo:

"(...) oraz by możliwie szybko rozpocząć ewentualne działania zmierzające do zmiany sytuacji tych z Państwa, którzy w chwili obecnej ponoszą straty" - ci z Państwa, którzy tracą są proszeni o wpisanie się w komentarzu poniżej. Ciekawe, czy jak gościu będzie tracił pomagając mi nie stracić, to dostanie maila od innego ludka z XTB, z informacją że jak będzie tracił, to ma napisać i ktoś temu zaradzi. W każdym razie czekam aż straci nerwy.

Mój opiekun jest jak chemia - żywi, leczy i ubiera:

"Moją rolą będzie również tworzenie materiałów i programów szkoleń dla zaawansowanych klientów, dla których dotychczasowa oferta jest niewystarczająca. Jeżeli będę uzyskiwał od Państwa wskazówki na temat Państwa oczekiwań, tematyka będzie mogła być lepiej dopasowana do Państwa potrzeb." - no i sam się prosił. Wysłałem mu swoją opinię na temat XTB i zobaczymy, czy dopasuje tematykę do moich oczekiwań. To byłoby coś - szkolenie dla klientów, jak grzecznie prosić konsultantów XTB, żeby uzyskać pomoc. Jak za komuny wchodził klient do sklepu i nie był dość grzeczny, to mógł usłyszeć won mi stąd. Dzięki szkoleniom mojego opiekuna, ja nie będę miał problemów z wyrażaniem odpowiedniego szacunku. Ode mnie może się spodziewać mnóstwa wskazówek.

Ale najlepsza jest końcówka:

"Pozdrawiam.
XYZ XYZ
Senior Dealer
Makler Papierów Wartościowych z Uprawnieniami do Doradztwa Inwestycyjnego (secret number)"


Awesome, awesome, awesome. Pamiętam na studiach miałem jednego takiego gościa z niedostatkiem pieszczot, który na pierwszych zajęciach wszedł na salę i powiedział "pozwólcie państwo, że się przedstawię". I dawaj, podszedł do tablicy i pisze:
dr hab. inż. Marian K. prof. nadzw. Politechniki Wrocławskiej
No ten to miał szacun. Chciałbym widzieć jego wizytówkę - metr pięćdziesiąt w pasie to minimum. Ale wracając do mojego opiekuna - ja bym se jeszcze dołożył magistra przed tym maklerem. Ale nie takiego że trzy literki i spacja, tylko w pełnym wymiarze:
Senior Dealer Magister Licencjat Abiturient Makler Papierów Wartościowych z Uprawnieniami do Doradztwa Inwestycyjnego (nr. licencji) Mąż/Kawaler Pan Filatelista. No i czy kogoś dziwi, że moje literki zbladły? W końcu ja mam tylko jakieś tam bez sensu kursy międzynarodowe - i nawet nie mam licencji, bo jestem dopiero candidate, więc już w ogóle wstyd się przyznawać. Faux pas z mojej strony.

Muszę przyznać, że mój opiekun jest szybki - po przesłaniu mu statementu odnośnie XTB już mam odpowiedź. W tym rozwiane zostały moje wątpliwości:

"Czy to moje naiwne niezrozumienie nowej polityki XTB, czy rzeczywiście będę się mógł raz na jakiś czas spodziewać kompetentnej odpowiedzi na zadane pytanie? I do tego być może odpowiedzi od osoby, która rozumie tak "zaawansowane" pojęcie, jak np fixing."

I odpowiedź:

"Jako licencjonowany makler wiem również, czym jest fixing"

Uff, powiało grozą. Całe szczęście, że ja jeszcze nie jestem licencjonowany tylko sobie kandyduję. Inaczej wpisy na blogu zaczęłyby być nieco sztywne. Zaczynałbym np tak: jako certyfikowany członek CIMA wiem czym są opcje. Wiem również czym jest covered call. I w sumie na tym post by się kończył, no bo co jeszcze mógłbym dodać. W końcu ja wiem. Inni nie muszą.

Gdyby XTB zażyczyło sobie opłat za korzystanie z ich usług to bym płacił. W końcu śmiech to zdrowie, a zdrowie jest bezcenne. A swoją drogą, to ciekawy jestem, jak ta korespondencja się rozwinie. Gość jest biedny, że trafił na mnie. Ech pocierpi on, pocierpi.

wtorek, 27 września 2011

Recka

Dzisiaj se walnę reckę. A co, wolno mi. Ale zacznijmy od początku. Na początku było słowo... Nie, kurde sam w to nie wierzę. Na początku był Wielki Wybuch, a później Tobiasz przysłał mi swoją książkę i takie to były początki tego posta.

Wracając do rzeczy poważnych, Tobiasz napisał książkę pt "Dlaczego Twój makler wolałby, żebyś TEGO nie wiedział?". Pisząc recenzję o danej pozycji oceniający ma spory dylemat. Bo z jednej strony można zadowolić się stwierdzeniem, że jest "ok" albo "do kitu" i już. Można też napisać elaborat o danej pozycji prezentując czytającemu punkt widzenia recenzenta tak, aby recenzja niosła jak najwięcej korzyści dla czytelnika. Postanowiłem zastosować model hybrydowy i wylistować plusy i minusy. Ale zanim przejdę do tej części, zacznę może od tego dla kogo jest ta książka. Otóż Tobiasz opisuje ostatnią część analizy fundamentalnej, jaką jest analiza sprawozdań. Do tego dołożona jest filozofia inwestycyjna, jaką posługuje się autor, a która stanowi integralną część procesu inwestycyjnego. Całość poprzedzona jest zbiorem informacji, jak działają mechanizmy na styku instytucje finansowe-inwestorzy. Wspomnienie o działaniu świata finansjery jest o tyle istotne, że często początkujący inwestorzy nie zwracają na te informacje uwagi, co może być dla nich dość kosztowne. Jak widać książka jest dla osoby chcącej rozpocząć przygodę z analizą fundamentalną.

Plusy książki:
- napisana przystępnym językiem,
- zwraca uwagę na pewne oczywistości, które zazwyczaj wyłączane są poza proces decyzyjny inwestorów,
- zawiera sporo przykładów,
- zwraca uwagę na najważniejszy aspekt inwestowania - psychologię,
- ma gotowe do wykorzystania w praktyce rozwiązania,
- jest zrozumiała dla początkującego czytelnika,
- zawiera sporo interesujących dla inwestora źródeł informacji,
- autor przenosi na rynek kapitałowy zdobyte podczas analizowania nieruchomości doświadczenia,
- jest komplementarna - zwraca uwagę na całość procesu decyzyjnego z jakim ma do czynienia przeciętny inwestor,

Minusy:
- uważny czytelnik znajdzie kilka błędów,
- nieco za prosta, wymaga sięgnięcia po bardziej rozbudowane pozycje z AF, zanim inwestor będzie w stanie skutecznie stosować opisane techniki,

Podsumowując - inwestor zainteresowany rozpoczęciem przygody z analizą fundamentalną lub chcący przeczytać polskie zakończenie serii książek Kiyosakiego (z którego autor sporo czerpie) powinien sięgnąć po tę pozycję. Ryzyko takiego zakupu praktycznie nie istnieje, ponieważ wydawnictwo daje gwarancję zwrotu ceny książki dla niezadowolonemu czytelnikowi. Osoby zainteresowane tematyką poruszaną w książce Tobiasza, zachęcam do nabycia jej za pośrednictwem jego strony. W ten sposób podwójnie wspomogą autora.

piątek, 23 września 2011

Czy to ma sens?

Tytułowym "TYM" będzie analiza fundamentalna w połączeniu ze strategią covered call. Cofnijmy się nieco w przeszłość, a dokładniej do dnia 31 maja b.r., kiedy to napisałem, że odbędzie się remanencik w moim portfelu fundamentalnym. A do tego dołożone zostaną opcje. Jak dotąd kupiłem Vodafone, Microsoft, Annaly Capital Management, National Bank of Greece i dwie tajemnicze spółki, o których napiszę kiedy indziej. Poniżej w tabelce prezentuję jak całość wygląda obecnie:

Liczba akcji jest przeskalowana tak aby najmniejszą wartością było 100. Jeżeli gdzieś jest 200, to oznacza, że pozycja jest podzielona na dwie części: inwestycyjną-długoterminową i spekulacyjną-krótkoterminową.

Jak widać dobrze nie ma - strata około 3 200 zielonych wobec zainwestowanych 16 267 wygląda kiepskawo. Stopa zwrotu wyrażona w dolcach wynosi ok -19.7%. W tym samym czasie SP500 rąbnął się o ok 15.9%. Czekam na brawa, pobiłem indeks - moje akcje leciały bardziej :) Nieco inaczej będzie to wyglądało jeżeli wynik wyrazimy w PLN (rozwijałem ten temat w nr 9 EM). W PLN wygląda to tak:

Jak widać jest znacząco lepiej. SP spadł o 15.9%, natomiast moje akcje już tylko o 3,09%. Teraz faktycznie mogę napisać, że pobiłem indeks. No dobra, ale jak na razie wziąłem pod uwagę tylko różnicę w wycenie. A gdzie dywidendy, a gdzie opcje? Jeżeli chodzi o dywidendy, to było ich niewiele - dostałem 96 USD za akcje VODu (liczę tylko za 100 akcji, bo pozostałe dokupiłem później bez prawa do dywidendy). Podsumowanie dzisiaj jest dla mnie dość niekorzystne, bo 28 września mógłbym sobie doliczyć dywidendę z NLY, a w listopadzie bulić będzie VOD i jedna z nieopisanych przeze mnie jeszcze spółek (w sumie ok 370 USD dla liczby akcji, jak powyżej). Natomiast zestawienie premii opcyjnych podaję poniżej (przeliczone na 1 opcję). Tam, gdzie występują wartości ujemne, oznacza to, że rolowałem pozycję:


Jak widać, zapłacone dywidendy i premie opcyjne to razem 1 266 USD. A więc rzeczywista stopa zwrotu w USD wynosi -13%, a w PLN 3,42%. Nie narzekam, tym bardziej, że inwestycja w polski Wig20 przyniosłaby mi śliczne -27,1%.

Jeszcze na sam koniec o metodologii - przyjąłem średni kurs kupna akcji i wypłaconej premii na poziomie 2,80 PLN za USD (w sumie nieco niekorzystnie dla mnie, bo większość premii opcyjnych zostało wypłacone przy wyższym kursie), natomiast aktualną wycenę w PLN przeliczyłem po kursie 3,25 (gdyby się nie włączył NBP i BGK, mógłbym liczyć po 3,35 PLN za USD). Wszystkie wartości zostały skorygowane o prowizje.

Trzymam jeszcze ok 20% portfela w gotówce, w razie gdyby się pojawiły jakieś interesujące okazje. Jeszcze jedną korzyścią, jaką wyciągnę z obecnej sytuacji będą wyższe dywidendy - i tak np 4.31%, jakie zapłaciłaby jedna z nieodkrytych spółek (licząc wysokość dywidendy [$]/cenę kupna [$]) rośnie do 4.99% (licząc dywidenda [PLN]/ cena kupna [PLN]). Taki tam skromny wzrost dywidendy o 16%, a spółka nawet nie musi kiwnąć palcem :]

czwartek, 15 września 2011

Niegramotne XTB

Dzisiaj naprawdę nie zdzierżyłem. Wraca człowiek późno w nocy do domu "naenczantowany" pewną dawką eliksirów rozweselających i w ramach zmagań z rzeczywistością, postanawia sprawdzić pocztę. I cóż oczęta jego napotykają? Napotykają na marketingowo-gramatyczną rozkosz prosto ze stajni XTB. Pierwsze starcie ze wzmiankowaną rozkoszą przegrałem walkowerem, uznawszy iż stan rozweselenia nie pozwala na poprawną absorpcję wysoce gramatycznych treści, jakimi uraczył mnie mój ulubiony dom maklerski. Po nocnym odpoczynku i zasłużonej "deenczantacji" organizmu postanowiłem po raz kolejny stanąć w szranki z "najMiodkowniejszą" polszczyzną. Żeby podzielić się rozkoszami, jakich dostarcza marketingowy potworek iksów, rozbiorę całość na czynniki pierwsze. Zacznijmy od nagłówka tejże sympatycznej wiadomości.


Nie, no generalnie nie jest źle i czepiam się tylko dla rozgrzewki. Odsłania, to nie to samo co obnaża, choć pewne niepokojące podobieństwa da się znaleźć. Szczęśliwie przesłanie jest nie takie, że obnaża się, ale że odsłania swoje sekrety. Mając na uwadze zdrowie psychiczne uczestników, mam nadzieję, że nie będą to sekrety erotyczne. Chociaż kto wie? Może dr Elder postanowi wykonać coming out? W budowaniu napięcia na pewno by to pomogło. No ale dobra, przejdźmy do konkretów bo na razie tak sobie tylko z XTB dworuję. Jedźmy dalej:


"Cykl konferencji ma swoją logiczną całość...dlatego wybór musiał paść na Dr Eldera – Legendy tradingu"- ja w to nie wątpię, nie wątpię również, że Dr (koniecznie tytuł z dużej) Elder padłby z wrażenia na tak odważne wysiudanie biernika. No chyba, że chodziło o dwuczłonowe nazwisko: Eldera-Legendy, wtedy to mogłoby mieć pewien sens. Drugim wytłumaczeniem może być fakt, że Dr (tytuł koniecznie z dużej) Elder, jest jak trójca święta, w wielu osobach - np Dr (tytuł koniecznie z dużej) Elder i Dr (tytuł koniecznie z dużej) Legenda.

"(...)jednego z nielicznych guru zapraszanych na liczne konferencje na całym świecie." Bardzo mi się to zdanie podoba. Będę je namiętnie wykorzystywał. Wracając do Dr (tytuł koniecznie z dużej) Eldera - być może taki jest los nielicznych guru zapraszanych na liczne konferencje, że w ich obecności żaden biernik nie ma szans. Przejdźmy jednak do kolejnego z nielicznych błędów, nad którymi wyleję liczne złośliwości:


Hmm, ja z kolei nie muszę znać trzech, wystarczy jeden, powodów dla których ktoś stawia przecinek przed i po słowie "dla"? Znaczy się, że od dzisiaj mam pisać np: "Mam ,dla, ciebie propozycję"? A może tam miał być angielski cudzysłów? Tylko się komuś pomyliło z przecinkiem? Chyba, że przy nielicznych słowach stawia się liczne przecinki. No nic, czas na nieliczne powody, które przyciągną liczną grupę ludzi:


Na szczególną uwagę zasługuje powód drugi: "Będziesz się uczył od legendy, tradingu, który rzadko prowadzi szkolenia w tej części świata". Tja, od legendy, który.... Do dzisiaj żyłem w naiwnym przeświadczeniu, że w języku polskim legenda jest rodzaju żeńskiego. Ot, prostaczek ze mnie. Aż wstyd nie wiedzieć, że u nas, jak w Niemczech, obowiązuje das Madchen (to dziewczynka). Coraz bardziej umacniam się w podejrzeniu, że na tej konferencji dojdzie do jakiegoś coming outu. Od dzisiaj także przy słowie "trading" stawiamy dwa przecinki (dwucinek?).

Na tym tle nieco bladawo wypada powód 3 ze swoim spotkaniem eEuropejskim. Od teraz przecież przymiotniki utworzone od nazw kontynentów piszemy z dużej. A szczytem czepialstwa jest to, że Dr (tytuł koniecznie z dużej) Elder jest Amerykaninem i trochę ni z gruszki ni z pietruszki zostało to połączone ze spotkaniem europejskim. Uwaga na dwucinek przy jakości, chociaż jeżeli chodzi o "jakość" treści w tej reklamie, to cudzysłów (nawet angielski) byłby jak znalazł. I ostatnia część:


"Dla tych, którzy wiedzą, że własny rozwój = większe zyski, a w dodatku, gdy uczysz się wprost o źródła i twórcy metod nigdzie indziej nieprezentowanych". O kurna, tym razem ktoś chciał wykończyć dopełniacz wołaczem. O xtb, źródło wiedzy wszelakiej, nauczycielu, rozweselaczu!

Tak na dobrą sprawę, to chciałem nadmienić, że nie jestem polonistą (ani nawet humanistą). Zdaję sobie również sprawę, że błędy się zdarzają i że sam je popełniam (szczególnie nadużywam przecinków idąc raczej w ilość niż jakość), no ale wydaje się, że przekaz marketingowy powinien podlegać specjalnej trosce. Poza tym, moim zdaniem, szacunek dla klienta wymaga aby stosować się do reguł języka. Czepiam się, wiem.

środa, 14 września 2011

NBG w kontekście kulinarnym

Przepis na spekulacyjne 25.5% lub 53% w 4 miesiące: szczypta soli, krztynka NBR. Podgrzać w Grecji.

Dzisiaj krótko i mocno spekulacyjnie. Przyglądałem się ostatnio radosnej wyprzedaży na greckim parkiecie, którego główny indeks rypnął sobie od 2007 roku o ok 85%.


Nie czarujmy się - w cenie akcji greckich jest bankructwo tego kraju. Kontrowersyjnie uważam, że bankructwo rządu (pewnie poprzez restrukturyzację) nie powinno mieć aż tak dramatycznych skutków, jakie obecnie dyskontują rynki. A biorąc pod uwagę przecenę, jaka spotkała największe banki greckie, należałoby się spodziewać ich upadku. Stąd też moja decyzja o nabyciu akcji National Bank of Greece (NYSE:NBG), który został przeceniony o wesołe 94% w przeciągu 5 lat (kapinkę mniej, bo w międzyczasie był split 26:25). Żeby było śmieszniej, pierwszym, stratnym rokiem dla banku był ten zakończony 31.XII.2010, a sama strata sięgnęła połowy zysku za rok 2009.

Nie wrzucam analizy finansów tego cudeńka, bo tak na prawdę gra rozegra się o to, czy UE i Grecja pozwolą na wymuszone bankructwo (wymuszone, bo IMO spowodowane ono może być jedynie przez namiętne wycofywanie depozytów przez zachwyconą konsekwencjami lewicowego rozpasania ludność) i o to ile tak na prawdę w bilansie tego banku jest "bezpiecznych" papierów rządowych. Na osłodę, wystawiłem sobie opcyjkę na te papiery, która wygasa 18 lutego 2012, z premią 20 USD i strajkiem na poziomie 1 USD. Przy cenie nabycia na poziomie 0.78 USD za akcję, premia stanowi 25.5% wartości akcji, natomiast w przypadku wykonania, do zarobienia będzie 53%. Co ciekawe w 2010 bank wypłacił dywidendę (26c), którą zresztą płacił regularnie od 2000 roku, z krótką przerwą w 2009. Gdyby podobna dywidenda została wypłacona w 2011 (na co nie liczę), stanowiłaby skromne 33.3%. Mam nadzieję na wznowienie dywidend w terminie do 5 lat. Oczywiście o ile wcześniej nie zostanie wykonana jedna z wielu opcji, jakie zamierzam wystawić na te akcje.

Ze względu na mocno spekulacyjny charakter inwestycji, zaangażowanie jest na poziomie kilku procent.

Full disclosure: long NBG,(0.78 USD), short call NBG (NBG.C.18FEB12.US.AM.1, 0.20 USD).

wtorek, 6 września 2011

Narodowy Bank Szwajcarii w kontekście tradingu

Wiadomością dnia dzisiaj jest info od SNB, który ogłosił iż będzie sprzedawał dowolną ilość franków po cenie 1.2 euro. Oczywiście przy pewnym wolumenie obrotu będzie to znaczyło po prostu dodruk franków, do czego zresztą SNB ma pełne prawo jako bank centralny. Pozostaje pytanie, jak można wykorzystać taką informację. O ile wierzymy w możliwości i determinację Szwajcarów, można zabawiać się w wystawianie opcji put na EUR/CHF ze strajkiem nieco poniżej (dla bezpieczeństwa) poziomu 1.2 - ten scenariusz sprawdzi się świetnie w sytuacji kiedy inwestorzy nadal będą wierzyli we franka i kurs będzie oscylował w okolicy ustalonego przez SNB dna. Z drugiej strony jeżeli inwestorzy postanowią gremialnie przerzucić się na inną zabawkę, rozsądne wydaje się otwarcie długiej pozycji na tej parze ze stopem tuż poniżej 1.2. I tak o ile longi na futach z ustawionym SL pozwalają spać spokojnie, o tyle shorty na putach wymagają monitorowania - pamiętajmy o casusie Sorosa i Banku Anglii.

Disclousure: long on EUR/CHF, short put on EUR/CHF (ATM),

P.S. XTB jak zwykle spaprał sprawę i mają problem z tą parą u siebie na platformach.

wtorek, 23 sierpnia 2011

Microsoft - kup coś, czego nie lubisz

Microsoft - twórca miłościwie nam panującej (i co dziwne coraz lepszej) zgrozy (OS Windows) i całej masy innego oprogramowania. Spółeczka obecna praktycznie na całym świecie. Co sprawia, że warto:

ROE od niezłej wartości wskaźnika na początku XX w (20%), poprzez dno zaliczone w okresie bańki dot-comowej (10%), do kosmicznych poziomów obecnie (od 2007 w granicach 40-50%).


Rosnący średniorocznie o 12% EPS:


Od 2003 stale wypłacana dywidenda, której wysokość stale rośnie (za wyj. 2006r). Pomijając pierwsze dwa lata ekspresowego wzrostu (100 i 150%) dywidenda rośnie średniorocznie o ok 11%. Rok 2004 był również ciekawy (odfiltrowałem z wykresu), ponieważ MSFT z braku pomysłu na to, co zrobić z kasą, oddał ją akcjonariuszom, co spowodowało wypłacenie dywidendy na poziomie 3.4 dolara zamiast 16 centów, które zaznaczyłem na wykresie.



Dividend Payout Ratio na bardzo rozsądnym poziomie (w okolicach 30%), który uważam za optymalny. Wprawdzie wolałbym, żeby spółka przyjęła jeden poziom, którego zamierza się trzymać, ale i tak jest ok. Przy takim DPR i ROE nie ma zagrożenia dla utrzymania tempa wzrostu dywidendy powyżej 10% r/r. Co więcej może powtórzyć się sytuacja z 2004r i kolejny raz gotówka zostanie przekazana akcjonariuszom (obecnie na kontach spółki jest ponad 9.6 mld dolarów, co się przekłada na CPS na poziomie 1.15 USD)


Bardzo dobra struktura bilansu:


Oraz wyśmienite możliwości regulowania zadłużenia (rewelacyjne poziomy wskaźnika acid test):



Obecnie spółka jest handlowana przy poziomie P/E = 8.96, Debt to Equity = 0.21 oraz DY = 2.66%.

MSFT zachowuje się co nieco jak nasza rodzima TPSa i buja się w przedziale 20-30 USD. Płaci wprawdzie niższe dywidendy i częściej niż Telekomunikacja, więc nie ma rajdów dywidendowych, za to dorobić można sporawo na opcjach. Miesięczne ATMki chodzą z premią ok 4%, a OTMki (również miesięczne) ze strajkami wyżej o 4% i 8% odpowiednio z premiami 2.28% i 1%. Put/Call ratio dla spółki jest nieco poniżej 1, co oznacza neutralny sentyment rynku. Generalnie mam nadzieję, że spółka będzie zachowywała się podobnie, jak ABT i da zarobić na opcjach i dywidendzie 15-20% niezależnie od koniunktury rynkowej, przy czym dokładnie tak jak z Abbott Labs, nie mam żadnego problemu z tym, żeby potrzymać ją dłużej.

Jeżeli chodzi o komentarz do produktów spółki - na dzień dzisiejszy większość PCtów i laptopów działa właśnie pod kontrolą Windowsa (Linuks ma zaledwie paro procentowy udział w rynku, a Apple w odróżnieniu od bajeranckich tabletów/telefonów ma zbyt niefunkcjonalny system, żeby rozsądnie konkurować z MS). W zasadzie większość nowych komputerów sprzedawanych jest z preinstalowanym Windowsem. Nieco większym wyzwaniem dla spółki jest próba zmonopolizowania segmentu serwerów, na którym od kilku lat udało się zahamować spadek udziałów, a nawet zanotowano kilku procentowe zwyżki (obecnie udział w tej części rynku jest szacowany na ok 77%). Dużym wzięciem cieszy się również wyśmienite IDE Microsoftu - platforma .Net, która od około 2008 roku jest naprawdę rewelacyjna (wcześniejsze wersje były do bani). Co ciekawe gigantowi z Redmond po raz kolejny udaje się rozpychać na praktycznie każdym polu produkcji oprogramowania (bazy danych, aplikacje sieciowe, aplikacje biznesowe, biblioteki graficzne directX itp). Moje doświadczenia z produktami tej spółki ewoluowały od nienawiści do każdego wytworzonego przez nią oprogramowania (czasy Win 3.11, 95, 98, Vista), do bardzo pozytywnych doświadczeń dzisiaj (Win Xp i Win 7). I tak odkąd PCtowe OS bazują na architekturze oprogramowania serwerowego (Windows 7 = Windows serwer 2008 R) nie wyobrażam sobie ponownych męczarni z konfigurowaniem Linuksa bo różnicy w stabilności praktycznie nie ma. Ten sam schemat można przyłożyć do Microsoftowego Visual Studio, którego wersja 6 jest przeze mnie najbardziej znienawidzonym IDE, a wersji 2010 używam za każdym razem, kiedy przychodzi mi machnąć jakiś programik. Nie udało mi się przekonać jeszcze do IE. Obecnie używam go tylko po to aby ściągnąć Firefoxa po instalacji systemu. Spółka wydaje się ciekawa i co najważniejsze uczy się na własnych błędach. Od wczoraj mam ją w portfelu - cena zakupu wyniosła 24.10 USD.

czwartek, 18 sierpnia 2011

Sprzedaj wszystko - USA są bankrutem!

W piękny poranek pewnego jeszcze piękniejszego dnia przeciętny John Smith napotkał w prasie taki oto nagłówek:

"A BANKRUPT NATION.

United States Almost a Mendicant in Money Centers.

Republicans have had no part in the great drama of national dishonor -- Democrats unable to fill their contract."

A teraz część konkursowa - zgadnijcie, w którym roku ukazał się tenże sympatyczny artykulik? Tą bardzo przyjemną informację otrzymał czytelnik gazet 116 lat temu, a dokładniej 27 lutego 1895 roku. Cóż - założeniem analizy technicznej jest fakt iż historia się powtarza, a w przypadku Boone County Republican, bo o tym pisemku mowa, powtarzała się kilka razy. Media rządzą się swoimi prawami i to co warte odnotowania bardzo często się w nich nie znajduje ponieważ musi ustąpić miejsca rzeczom absolutnie trywialnym. Z perspektywy inwestora i historii, rzeczą absolutnie wartą odnotowania w roku 1895 był z pewnością fakt iż pewna niepozorna wtedy spółka wypłaciła po raz pierwszy swoim akcjonariuszom dywidendę i zapoczątkowała w ten sposób proces, który nieprzerwanie trwa do dzisiaj. Tą spółką jest Colgate-Palmolive (CL), znana również z rynku polskiego. Innym wartym odnotowania faktem jest to, że CL od 48 lat zwiększa wartość wypłacanej w ten sposób gotówki. Inwestor, który kupiłby papiery spółki w styczniu 1987 roku (tyle dywidend widzi google) do dzisiaj osiągnąłby stopę zwrotu na poziomie 1635.19% (12.5% średniorocznie bez reinwestowania dywidend), z czego za 14% wyniku odpowiadają same dywidendy. W tym samym czasie zwrot na SP500 wyniósł 384.43%, a inflacja 98.7%. Na chwilę obecną DY wynosi 336% wobec ceny kupna z 1987 (po uwzględnieniu splitów).

Abstrahując od tego, co osobiście uważam na temat ratingu i długu USA, chciałbym zwrócić uwagę na to że są spółki, które przetrwały absolutnie najczarniejsze okresy na giełdach jednocześnie rozwijając się bez zarzutów. Takich potencjalnych inwestycji jest na rynku całkiem sporo, a jak pokazuje casus CL, kupienie ich nawet po prawie 100 latach pokazywania świetnych wyników i zarządzania, pozwala osiągać znacząco lepsze rezultaty niż średnia rynkowa. Także drogi czytelniku/czytelniczko, kiedy następnym razem rynek zacznie bez powodu panikować (jak po obniżce ratingu), przyjrzyj się dokładnie swoim akcjom, zastanów czy powody dla których je nabyłeś są wciąż aktualne i dopiero wtedy podejmij decyzję o sprzedaży.

Piszę o CL dlatego, że mam ją na celowniku chociaż jeszcze nie w portfelu.

sobota, 6 sierpnia 2011

Na złe czasy REIT

Nie wnikając w to, czy sytuacja jest zła czy dobra i dlaczego jest tak, a nie inaczej, postanowiłem się skoncentrować na takim doborze aktywów do portfela, które powinny korzystać z obniżonego rating USA i ogólnie kiepskich wiadomości z amerykańskiej gospodarki. Pewnie większość czytelników pomyślało od razu o złocie/srebrze lub franku szwajcarskim. Nie tym razem - odnośnie franka mam nastawienie niedźwiedzie, złoto i srebro nabywam ale nie spekulacyjnie/inwestycyjnie. Dzisiaj będzie o REITach. Czym są REITy? REIT - Real Estate Investment Trust to spółka, która posiada i najczęściej zarządza nieruchomościami komercyjnymi. Istotną cechą REITów jest to, że zgodnie z amerykańskim ustawodastwem - w zamian za spore korzyści podatkowe muszą one przeznaczać co najmniej 90% zysku na wypłatę dywidendy. Jak łatwo się domyślić - są to papiery, które oferują jeden z najwyższych dividend yieldów na rynku. Żeby zobrazować czym dokładnie są "komercyjne nieruchomości" można zerknąć na poniższy diagram:


Wracając do wysokich DY. Historycznie dywidendy wypłacane przez REITy są 3-4 krotnie wyższe niż średnia dla SP500. Poniżej porównanie DY REIT index vs SP500


Post już się robi przydługi, a jeszcze mam napisać co wybrałem i dlaczego. Ale najpierw odpowiedź na pytanie co sprawia, że REITy są świetnym typem na złe czasy. Bierze się to z faktu iż są bardzo mocno zlewarowane - zadłużenie kapitałów własnych sięga 600-900%, co powoduje że spółki te są bardzo wrażliwe na wysokość stóp procentowych. Obecna sytuacja na rynku na pewno nie sprzyja podnoszeniu stóp przez fed. I tak o ile mogę sobie wyobrazić, że nie nastąpi kolejna tura luzowania ilościowego QE3, to nie widzę możliwości aby Ben podnosił stopy. Obniżka ratingu USA powoduje, że najłatwiejszą droga likwidacje zadłużenia będzie jego "spalenie w ogniu inflacji" (część długoterminowych papierów rządu amerykańskiego ma stały, niski kupon - wywołanie inflacji powinno sprzyjać wzrostowi dochodów budżetowych i utracie realnej wartości sporej części obligacji).

W poniedziałek dodam do portfela papiery Annaly Capital - a więc spółkę o długiej tradycji (obecność na rynku od późnych lat 90), doskonałym zarządzie (czemu się nie ma co dziwić, skoro CEO posiada spory pakiet akcji, sporej obecności rozmaitych fundów i świetnych wynikach zarówno w trakcie sprzyjających jak i niesprzyjających warunków. No i oczywiście co najważniejsze - obecnie DY dla spółki wynosi 14,83%. NLY ma historię wyższych DY niż średnia dla tego typu biznesów, posiada lepszej jakości nieruchomości, a jednocześnie generuje lepszy wynik na niższym zadłużeniu (DtE = 577%)

środa, 3 sierpnia 2011

Poznaj swojego blogera


Niedawno Tobiasz zaproponował mi udział w interesującym projekcie. Chodziło mianowicie o przeprowadzenie krótkich wywiadów z polskimi blogerami i wydanie ich w formie darmowego ebooka. Pomimo wrodzonego lenistwa (tytuł bloga w końcu zobowiązuje), zgodziłem się i w efekcie zostałem uwzględniony w zestawieniu, czego efekt możecie sami ocenić tutaj. W ebooku znajdziecie odpowiedź na pytanie, jaki jest nasz światopogląd (chociaż może bardziej adekwatnym stwierdzeniem będzie "giełdopogląd"). Stąd też tytuł posta - jeżeli ktoś jest zainteresowany nieco bliższym poznaniem swojego blogera, powinien zajrzeć do tego, darmowego skądinąd, ebooka. Do czego gorąco zachęcam.

wtorek, 26 lipca 2011

Trzy grupy inwestorów długoterminowych

W Polsce funkcjonuje przedziwny mit, że inwestor długoterminowy to taki, który nie zdążył szybko sprzedać akcji. Pewnie coś w tym jest i każdemu z nas zdarzyło się "zacząć" wierzyć w fundamenty spółki dobranej metodami technicznymi. Tymczasem rzecz wygląda nieco inaczej. Chociaż nie ma jednej obowiązującej definicji inwestowania długoterminowego (jest wiele szkół inwestowania w fundamenty, często całkowicie się różniących od siebie), to z grubsza można podzielić fundamentalistów na trzy grupy:

1. The Value Trader (podaję nazwy angielskie, bo szczerze mówiąc nie znam odpowiedników polskich). Ten inwestor poszukuje niedowartościowanych akcji i trzyma je aż rynek nie zacznie ich wyceniać zgodnie z ich rzeczywistą wartością. Wraz z powrotem rynku do rozsądku, inwestor sprzedaje akcje i powtarza proces.

Value Trader nie planuje kupować spółki na całe życie.

Klasycznym przykładem inwestora z tej grupy może być John Neff.

2. The Value Investor - podobnie, jak Value Trader również poszukuje aktywów których cenę uważa za zaniżoną, jednakże w odróżnieniu od poprzedniego nie zamierza pozbywać się papierów, kiedy ich cena pójdzie do góry. Klasyczny Value Investor koncentruje się na możliwych do uzyskania przepływach pieniężnych, jakie może wygenerować bez sprzedaży akcji (dywidendy, prawa poboru itp).

Podobnie, jak u poprzedniego, kluczowym elementem jest cena - im taniej kupimy dane aktywa, tym wyższa będzie stopa zwrotu z przyszłych przepływów powiązanych z tym aktywami.

Oczywiście strategia "kup i trzymaj" namiętnie promowana przez fundusze, które w zasadzie lepiej lub gorzej powielają indeksy (np Wig20) lub ETFy, nie jest zbyt dobrym pomysłem. Znacznie lepsze rezultaty osiągane są poprzez dobór fantastycznych spółek po fantastycznych cenach. Np KGHM kupowany (wcale nie najtaniej) po 30PLN wygenerowałby posiadaczowi przepływy na akcję na poziomie 11.68 (38.93%), 3.00 (10%), 14.90 (49.6%) zamiast odpowiednio 6.25%, 1.6% i 7.97% liczonego na ex dividend day.

Najbardziej znanym przedstawicielem tej grupy jest Warren Buffett

3. The Derivative Value Investor
. W gruncie rzeczy ta grupa inwestorów dalej poszukuje fantastycznych spółek, z tą różnicą, że nie jest zainteresowana fantastyczną ceną. Może źle to ująłem - fantastyczna cena ciągle jest dobrze widziana, nie jest jednak krytycznym elementem. Bardziej liczą się przyszłe przepływy i dobra kondycja spółki niż fantastyczna cena. Do podwyższania stopy zwrotu wykorzystuje się opcje (możliwości jest multum - od generowania dodatkowej dywidendy, dividend boosta [o tym następnym razem], aż do genialnych korzyści podatkowych). Spotkałem się z podejściem, które mówi, że DVI obniża cenę instrumentu bazowego poprzez wykorzystanie opcji, co jest błędem. Można przyjąć, że jeżeli pierwszy przepływ otrzymujemy praktycznie zaraz po nabyciu akcji, zmniejszy on cenę nabycia tych papierów, kolejne jednak powinny być traktowane jak dodatkowa dywidenda (opisywany przeze mnie przykład Vodafone powinien tak właśnie być potraktowany).

Ostrożne i konserwatywne wykorzystanie opcji pozwala na podniesienie stopy zwrotu z inwestycji, niezależnie od tego, jak nasze akcje są wyceniane przez rynek.

Fajnym określeniem tej strategii jest Buy, Hold and Cheat.

W związku z nowymi możliwościami, jakie otrzymałem do ręki po zmianie maklera na KBC (prawie rozsądne prowizje na rynki zagraniczne) i przebudowie "amerykańskiej" części portfela będę chciał pokazać, jak skuteczne i fajne jest inwestowanie na sposób opisany w 3 punkcie. Poza tym nie piszę tu o jakichś bajkach i wróżeniu dzisiaj o tym, jak powinienem się zachować rok temu. Każdy zainteresowany tym, jak wdrażałem w życie rzeczy o których obecnie piszę może przejrzeć posty z dwóch pierwszych miesięcy mojego blogowania (końcówka 2009 - eur/ron - typowa inwestycja w przepływy, dywidendowe kghm, tpsa, Asseco PL i SK). Oczywiście popełniałem też błędy (a kto mówi, że fundamentaliści takowych nie robią?) - w tym sławetne stwierdzenie, że nie widzę podstaw dla wzrostu kursu KGHMu powyżej 90-95 PLN i sprzedaż 2/3 posiadanych akcji tej spółki (zgodnie z podziałem portfela na spekulacje, wartość/wzrost i płatności/dywidendy - została tylko część dywidendowa) :) Jeżeli ktoś jest zainteresowany, to zapraszam do tego posta i komentarzy pod nim.

środa, 6 lipca 2011

Equity nr 9


Zgodnie z nową, świecką tradycją boscy redaktorzy Equity Magazine napięli się w twórczym szale i po raz kolejny, specjalnie dla Was drodzy czytelnicy, spłodzili genialny kontent. Dlatego zamiast się opierniczać, ssajcie i czytajcie :)

piątek, 1 lipca 2011

XTB wyznacza nowe dno w obsłudze klienta

Nie od dzisiaj wiadomo, że polskie domy maklerskie mają tendencję do traktowania klientów per noga (nie tylko DM, bo wystarczy popatrzyć, jak o stałych klientów dbają operatorzy gsm). Mimo wszystko, dzisiejszy dzień wprawił mnie w osłupienie.

Nową "jakość" obsługi, a dokładnie nowe dno, wyznaczył DM XTB. Ni z gruszki ni z pietruszki postanowili zrezygnować z opcji na towary (poza srebrem i złotem). W sumie nic wielkiego by się nie stało, gdyby chociaż jeden pajac wpadł na genialny pomysł, żeby poinformować klientów o tej radosnej zmianie. Wkurzyłem się nielicho, bo kończyłem właśnie składać strategię, którą rozpisałem sobie wczoraj wieczorem i okazało się, że nie mogę dołączyć do niej ostatniego elementu, bez którego cała zabawa nie ma sensu. Nie jest to pierwsza wpadka tego biura - o innych pisałem m.in. tutaj:

- szwindel z DMA i koleś na infolinii nie rozumiejący pojęcia fixing
- depo pod opcje i podejście konsultanta
- szwindel z rozliczeniami rocznymi i miesięcznymi

Na jednym ze spotkań AI wspominałem też o tym, że XTB najpóźniej wpisuje papiery debiutujących spółek do systemu (BZWBK robi to dzień wcześniej, przy XTB człowiek się cieszy jeżeli raczą udostępnić składanie zleceń 10 minut PO rozpoczęciu handlu na danym papierze).

O drobiazgach takich, jak problemy ze składaniem zleceń przez Sidomę (GPW) i odpowiedź, że to moja wina, bo mam najnowszą JAVĘ (a właściwa jest o 3 aktualizacje starsza [ale broń boże żeby instalować tą sprzed 4 aktualizacji]), niedouczeni konsultanci na infolinii, brak odpowiedzi na wysłane do nich maile, ciągłe awarie systemu transakcyjnego, urywanie pipsów, rekwotowanie, magicznie długi czas wypłacania środków itp, itd nawet nie wspominam. Na opisywanie żenujących analiz na ich stronie www, nie będę tracił czasu.

Podobną przygodę do dzisiejszej miałem jakiś czas temu, kiedy biuro bez konsultacji ze mną pozamykało mi pozycje (bo trzymałem je otwarte przez rok), więc w sumie nie powinienem się jakoś nadzwyczajnie dziwić. W gruncie rzeczy, jeżeli mam kogoś winić, to powinienem mieć pretensje do siebie - tyle razy nawalili, że powinienem się już przyzwyczaić. Wcześniej bronili się jeszcze poziomami opłat i liczbą instrumentów, dzisiaj jednak te dwie przewagi zniknęły. Jeżeli chodzi o rynek OTC, to tańszy jest chociażby BOŚ (bossafx) i TMS (szczególnie jeżeli chodzi o swapy), z kolei na rynku regulowanym lepszą ofertę ma KBC - nie dość, że więcej instrumentów do dyspozycji inwestora, to jeszcze niższe prowizje. Jeżeli chodzi o niezawodność platformy, to nie zdarzyło mi się mieć problemów z BZWBK (przez 3 lata żadnej awarii), czy KBC (ich testuję dopiero parę miesięcy).

Jeżeli chodzi o ilość reklamacji, jakie zgłaszałem to lepszym rozwiązaniem byłoby wybranie ich numeru do darmowych połączeń (jak w ofertach darmowe rozmowy z 3 numerami). Oczywiście koszty awarii w XTB ponosi klient, bo na jakikolwiek zwrot nie należy liczyć. Nie należy też liczyć na uwzględnienie reklamacji w sytuacji, kiedy "rypnie" ich system i nawet przez infolinię i przy pomocy konsultanta nie da się zamknąć pozycji (a nie raz tak bywało).

Podsumowując - DM XTB to dramat. Jeżeli ktoś zaczyna przygodę czy to z GPW, czy z forexem powinien trzymać się od tego biura z daleka. Wytrzymałem w tym bajzlu 3 lata, ale po dzisiejszych przygodach mam dość. Jedyne co wyróżnia to biuro na rynku to chamstwo i niedouczenie pracowników, awaryjność platform (wszystkich trzech) i magiczne problemy (zawsze na niekorzyść klienta) szczególnie przy obrocie Equity DMA.

czwartek, 30 czerwca 2011

Zarobić na łupkach

Euforia związana z obecnością gazu łupkowego w Polsce nie słabnie i co rusz jesteśmy bombardowani hurraoptymistycznymi wiadomościami dotyczącymi nowych źródeł/odwiertów/zainteresowanych itp. Dotychczas inwestorzy zainteresowani udziałem w gazowym torcie mieli do wyboru zainteresowanie się PGNIG, Orlenem, Petrolinvestem (poprzez spółkę zależną Silurian) albo jedną z zagranicznych spółek, które uzyskały koncesje na poszukiwania gazu w Polsce (np kanadyjska Lane Energy lub amerykańska San Leon Energy). Dokładny podział koncesji na poszukiwanie gazu w Polsce można znaleźć tutaj.

W najbliższym czasie na polskiej giełdzie pojawi się spółka związana z poszukiwaniem gazu, ale nie z jego wydobyciem - chodzi dokładnie o, świadczącą usługi wiertnicze, spółkę Jasło PGNIG (ściślej rzecz ujmując Poszukiwanie Nafty i Gazu Jasło sp. z o.o.). Klimat dla spółki wydaje się niezły - niezależnie od faktycznej ilości gazu łupkowego w Polsce, popyt na jej usługi powinien dopisywać przez najbliższe parę lat.

Obecnie Jasło działa w formie spółki z o.o. a jedynym właścicielem jest PGNIG. Do końca bieżącego roku firma planuje przekształcić się w spółkę akcyjną, co umożliwi debiut na warszawskim parkiecie w 2012 roku.

Celem planowanego debiutu giełdowego jest pozyskanie środków finansowych na kontynuację procesu technicznej modernizacji firmy. PNiG Jasło w czerwcu sfinalizowało kontrakt na zakup urządzenia wiertniczego Drillmec 2000 HP, przystosowanego do głębokich wierceń za gazem łupkowym.

Poszukiwanie Nafty i Gazu Jasło prowadzi działalność w Niemczech, Słowacji, Rosji, Ukrainie oraz Libii.

niedziela, 12 czerwca 2011

Nie dla opcji na IKE

Udało mi się potwierdzić, że nie będzie możliwości wykorzystania opcji na akcje (ani opcji w ogóle) na rachunkach IKE. Jednocześnie Giełda nie planuje wpływać na ustawodawcę w celu zmiany przepisów. Biorąc pod uwagę iż w 2010 roku było 792,5 tyś kont IKE, na których zgromadzono łącznie 2,7 mld PLN (w tym ok 0.5mld na IKE rachunkach maklerskich), nie jest to bardzo łakomy kąsek dla GPW, więc nie ma się co dziwić, że Ludwik i ekipa ma w głębokim poważaniu właścicieli IKE (nie żeby do indywidualnych ogółem mieli lepsze podejście). Mimo wszystko od czasu do czasu marzy mi się choćby śladowy lobbing Giełdy na rzecz polepszenia warunków obrotu.

Jako ciekawostkę mogę dodać, że w USA na kontach emerytalnych typu IRA i IRS (odpowiedniki naszego IKE), obrót opcjami jest możliwy, chociaż nie wolno wystawiać tzw "nagich pozycji" a więc takich, które nie mają zabezpieczenia w postaci instrumentu bazowego.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Covered call cz1

W końcu, tak jak obiecywałem, zajmę się przybliżeniem tematyki strategii covered call. Coś niecoś na ten temat marudziłem tutaj, tutaj i tutaj, w każdym razie poprzednie posty nie są niezbędne do zrozumienia tego o czym będę pisał.

Przechodząc do rzeczy: na czym polega strategia covered call, albo buy-write strategy? Najprościej rzecz ujmując chodzi o to, żeby kupić dowolny instrument bazowy (buy) i wystawić na niego opcję call (write). I to w zasadzie tyle. Profil wypłaty takiej strategii wygląda następująco:

Jak widać z wykresu, w zamian za pewną dodatkową premię odcinamy możliwość nieograniczonego zysku po długiej stronie rynku. W zasadzie mniej więcej w tym miejscu kończy się spora część opracowań dotycząca tej strategii. Sprawa wydaje się prosta jak konstrukcja cepa i ja również mógłbym tutaj zakończyć pisanie, gdyby nie jedna bardzo istotna kwestia. Cała siła tej strategii leży w dobraniu strajka (ceny wykonania) opcji do naszej szczegółowej wizji wykorzystania tego instrumentu.

Małe przypomnienie - opcja call pozwala nabywcy kupić od wystawcy (od nas) instrument bazowy po z góry ustalonej cenie w pewnym momencie w przyszłości. Np jeżeli dzisiaj sprzedałbym opcję call na BHW z ceną wykonania 100 i o terminie wygaśnięcia 21 stycznia 2012, dałbym nabywcy prawo odkupienia ode mnie akcji Banku Handlowego po 100 pln/sztuka w dowolnym momencie aż do 21 stycznia 2012, niezależnie od ceny rynkowej tych akcji. Tutaj jest pierwsza nowość - opcje na akcje mają amerykański styl wykonania, co oznacza, że mogą być wykonane w każdy dzień od nabycia aż do wygaśnięcia (w odróżnieniu od opcji na indeksy, które mają europejski styl wykonania i nabywca może żądać dostarczenia instrumentu bazowego (w przypadku opcji indeksowych rozliczenie następuje w gotówce) TYLKO w dniu wygaśnięcia). Nie muszę chyba dodawać, że opcje amerykańskie są droższe dla nabywcy (bo charakteryzują się większym ryzykiem dla wystawcy) - mimo wszystko ze względu na tzw wartość czasową, większość opcji bardziej opłaca się sprzedać na rynku niż wykonywać (chyba, że do wygaśnięcia pozostało już bardzo mało czasu). Więcej o wartości czasowej możecie się dowiedzieć w bardzo dobrym wpisie topoli.

Wracając do problemu ustalenia strajka opcji - inaczej postąpi osoba, która będzie chciała zachować posiadane akcje i tylko wycisnąć z nich dodatkową dywidendę, a inaczej osoba, która traktuje CC jako sposób na aktywny trading. Osoba generująca po prostu dodatkowy CF z danych akcji ustawi cenę wykonania opcji dużo wyżej od aktualnej ceny akcji (OTM), podczas gdy aktywny spekulant będzie korzystał z opcji ITM. Przykładem divivend boosta był mój wpis o Vodafonie, przykładem tradingowego wykorzystania CC będzie wpis o Ancestry.com. W telegraficznym skrócie, dla opcji call pozycja jest:

- ITM, jeżeli cena wykonania opcji jest poniżej ceny instrumentu bazowego (opcja zarobiła);
- ATM, jeżeli cena opcji jest w pobliżu ceny instr. bazowego (powiedzmy +/-3%);
- OTM, jeżeli strajk jest powyżej ceny bazy (jeżeli cena bazy się nie zmieni w dniu wygaśnięcia opcji, opcja wygaśnie bez wartości);

Jeżeli przyjmiemy, że właśnie nabyliśmy instrument bazowy z parametrami, jak na wykresie z początku posta, to mamy do czynienia z opcją OTM (wyoutowaną). W zamian za niższą premię zachowujemy pewien potencjał wzrostu dla instrumentu bazowego. Dokładniej rzecz ujmując wygląda to następująco (na wykresie instr. bazowy, to 100 akcji):

1. kupiliśmy akcje po 200, sprzedajemy calla ze strajkiem 220 i premią 20;

2. jeżeli cena bazy do wygaśnięcia:
a. pozostanie niższa niż 220 ale wyższa niż 200, zanotujemy zysk w wycenie i zachowamy akcje oraz premię opcyjną,;
b. spadnie poniżej 200, zanotujemy stratę w wycenie bazy, zachowamy akcje i premię 20;
c. będzie powyżej 220 - zarobimy na akcjach 20 i zachowamy 20 premii, ale będziemy zmuszeni sprzedać akcje za 220, niezależnie od tego, czy ich cena wyniesie 220, 240, czy 500;
d. zamknie się na 220 - część opcji zostanie wykonana, część nie ( w zależności od tego, czy inwestorzy spodziewają się otwarcia na kolejnej sesji wyższego, czy niższego niż w dniu wygaśnięcia opcji), poza tym za wykonanie opcji płaci się dodatkowo (plus prowizja za zakup akcji). Większość brokerów nie wykonuje automatycznie opcji wygasających ATM (dopiero opcje ITM, które są min 3% w pieniądzu są wykonywane z automatu);
e. break even osiągniemy w momencie spadku akcji do 180 (tyle zamortyzuje premia opcyjna).

wtorek, 31 maja 2011

Kup Vodafone, zgarnij 10%

Dzisiejszy wpis będzie rozwinięciem posta o doborze spółek za pomocą metod fundamentalnych, którego napisałem w styczniu i jednocześnie pewnym wprowadzeniem do cyklu artykułów poświęconych strategii covered call. Zawartość portfela ulegnie dość sporym zmianom, co postaram się na bieżąco opisywać na blogu.

Trzeciego maja pozbyłem się z portfela akcji CLCT - stopa zwrotu sięgnęła 178% bez uwzględnienia dywidend, a po ich uwzględnieniu zysk z CLCT sięgnął 318,11%.

Do dzisiaj (31 maja) zastanawiałem się, co powinno pojawić się w portfelu w zastępstwie Collectors Universe i ostatecznie zdecydowałem się na spółkę Vodafone (NASDAQ:VOD). Po pierwsze stabilne i w miarę niskie zadłużenie:


Wskaźnik zadłużenia aktywów wskazuje na duże wykorzystanie własnej gotówki. Bezpieczne poziomy tego wskaźnika powinny mieścić się w przedziale 55-65%, zatem 25% dla VOD wskazuje na możliwość zwiększania udziału finansowania zewnętrznego przez spółkę w słabszych czasach.

Po drugie rodzaj działalności - Vodafone to w skrócie lepsza wersja TePSy - wersja, która inwestowała w rozwój. Jedną z większych zalet spółki jest jej obecność na rynkach rozwijających się takich, jak np Indie. Generalnie spółka jest globalną korporacją, co powinno pozytywnie wpłynąć na stabilizację kursu. Biznes jest prosty (żadnych fancy technologii ani tego typu nowinek), a sprzedawane usługi zaliczają się do dóbr pierwszej potrzeby (ktoś sobie wyobraża możliwość funkcjonowania bez telefonu/internetu?).

Wskaźniki rentowności są na sensownych poziomach (dla branży):


ROA i ROE mogłyby być wyższe, jednak obecny ich poziom jest zadowalający, a biorąc pod uwagę, jak mało spółka korzysta z długu, powiedziałbym że jest bardzo dobrze. Za chwilę dopowiem dlaczego mało interesuje mnie wzrost wartości samych akcji (nie, nie zgłupiałem :) ).

Dywidenda jest regularnie wypłacana, co więcej regularnie rośnie:


Moje oczekiwania wobec spółki kształtują się następująco (w ujęciu rocznym):


Po pierwsze wzrost akcji na poziomie 1-3% jest dość konserwatywny i odzwierciedla wariant podążania cen usług świadczonych przez spółkę za inflacją.

Wzrost dywidendy na poziomie 4-8% rocznie również jest dość konserwatywny. Przez ostanie 13 lat dywidenda rosła 18,3% średniorocznie, jednakże nie chcę zakładać wyższego wzrostu niż rentowność aktywów. Uważam, że ROA wzrośnie w najbliższym czasie ze względu na zakończone inwestycje (prowadzone z Verizonem), które dość solidnie obciążały wyniki w ostatnich latach. Co więcej sprzedaż udziałów w mniej rentownych biznesach powinna przełożyć się na wyraźny wzrost wypłaconej w tym roku gotówki. Przy obecnych cenach, stopa dywidendy wynosi ok 5,1%. Przy założonym przeze mnie wzroście, za pięć lat DY powinien sięgnąć 6,2-7,5%.

Skąd zatem tytuł posta? Tytułowe 10% uzyska inwestor, który kupi dzisiaj akcje VODu i wystawi opcję call na te papiery o terminie wygaśnięcia 21 stycznia 2012 i strajku na 30 USD. Premia za każdą wystawioną opcję to 90 USD (0,9 na akcję - jedna opcja opiewa na 100 akcji). Jutro jest ex dividend date dla tej spółki, co oznacza, że będzie notowana bez dywidendy, która w tym roku ma wynieść 1,44 USD (a wyniesie min 1,96 USD). A więc inwestor, który kupi akcje dzisiaj, za każde 100 papierów i wystawioną na nie opcję, otrzyma płatność 234 USD - 8,3% lub, co bardziej prawdopodobne 286 USD - 10,18%. Z drugiej strony, jeżeli akcje spółki osiągną w styczniu cenę powyżej 30 USD, inwestor zarobi 434 lub 486 USD, co stanowi odpowiednio zwrot z inwestycji na poziomie 15,45 lub 17,31%

Kończąc posta dodam, że nabyłem akcje VOD po średniej cenie 28,08 i sprzedałem opcje z premią 90 USD/sztuka. Tutaj jest też źródło trzeciego przychodu (z opcji), jaki zamieściłem w tabelce powyżej - 90 dolarów za 100 akcji stanowi zwrot na poziomie 3,2% w 7mcy. 4% w skali roku za wystawione, wyoutowane opcje jest dość rozsądnym założeniem dla spółki takiej jak Vodafone. Oczywiście wystawiając opcje z niższą ceną wykonania mógłbym zwiększyć przychód (np dla strajka na 29 USD, premia wynosi 120 USD - 4,27%), jednakże ze względu na to, że spodziewam się do końca roku dodatkowej płatności (powyżej 1,96), wybrałem "bezpieczniejszy" wariant.

sobota, 28 maja 2011

Nowe ETFy

W najbliższy wtorek (31.V.2011) ruszają notowania dwóch nowych ETFów, jakie na polski rynek wprowadzi Lyxor. Podczas debiutu pojawi się:

9.06 mln jednostek ETFu opartego o indeks S&P500TR - ETFSP500L;
14.81 mln jednostek ETFu opartego o indeks DAX - ETFDAXL;

Opłata za zarządzanie wyniesie:

0.20% dla ETFSP500L;
0.15% dla ETFDAXL;

W obydwu przypadkach wartość jednej jednostki będzie wynosiła 1/100 wartości indeksu bazowego.

ETFSP500L nie będzie wypłacał dywidendy co wynika z wprost z indeksu o jaki jest oparty - indeksy Total Return (całkowitego zwrotu) reinwestują dywidendę, w odróżnieniu od indeksów cenowych, które poruszają się tylko w oparciu o zmianę cen akcji spółek, które wchodzą w ich skład.

Pozostaje sobie życzyć aby GPW w przypadku kolejnych tego rodzaju nowinek była uprzejma zamieścić choćby skrótowe informacje na ten temat na własnych stronach.

piątek, 27 maja 2011

Wyciśnij tepsę jak cytrynę

Dzisiaj kolejny raz o królowej polskiej konsolidacji - Telekomunikacji Polskiej (TPS), tym razem postaram się w miarę dokładnie opisać proces wchodzenia w transakcje na tym papierze. Zacznijmy od wykresu:


Zaczynając od początku (punkty jak na wykresie):

1: koniec obszaru konsolidacji 16.30-17.20 - wyjście na sympatycznym SL;

2: pierwszy szczyt w nowym trendzie bocznym - nie zajmujemy pozycji;

3: wracamy do poziomu poprzedniego SL, po długiej czarnej świeczce, składamy zlecenia kupna na następną sesję - ja złożyłem zlecenie po cenie z poprzedniego zamknięcia, SL nieco poniżej górnego ograniczenia z poprzedniej konsoli (17.10);

4: zamykamy longa w obszarze wyznaczonym przez niebieski prostokąt (ja zamknąłem pozycję po cenie 18.20). Gra w konsolidacji to system TP&reverse, więc otwieramy eskę ze stopem powyżej szczytów z poprzednich konsolidacji (ja ustawiam w okolicach 18.50);

5: po spadku ceny akcji w dolny rejon ograniczenia zamykamy krótką pozycję korzystając albo z typowego zlecenia TP albo ustawiamy zlecenie SL, oczywiście kolejny raz zajmujemy pozycję długą ze stopem analogicznie, jak w punkcie 3;

6: kolejny raz odwracamy pozycję - zamknięcie longa, otwieramy esa po cenie 18.20 (SL 18.50, TP 17.30);

Stosunek ryzyka do zysku:
1:3.0 (30:90) pozycja krótka
1:4.5 (20:90) pozycja długa

Generalnie do składania zleceń i zamykania pozycji służą obszary zaznaczone kolorem niebieskim. Oczywiście można składać zlecenia z lepszymi cenami, ale należy pamiętać, że im bardziej chciwi/zachowawczy jesteśmy, tym mniejsze szanse na zawarcie transakcji.

Pytanie, czy system ma sens - od złożenia pierwszego zlecenia w nowym obszarze (p. 3) 21 kwietnia, które zostało zrealizowane 26 kwietnia (święta) do 27 maja zysk wyniósł 16.28% - wydaje się więc, że warto. Pozycje krótkie można realizować poprzez futuresy (FTPS) lub Equity DMA z oferty XTB. Nowe zlecenia, jakie oferuje ING Securities również pozwalają na bardzo wygodne zarządzanie tą technologią.

Ostatnia uwaga na koniec - należy pilnować krótkich pozycji, ze względu na zbliżający się ex dividend date - 20.06.2011r. W tym roku dywidenda również wyniesie 1.50 PLN.

czwartek, 26 maja 2011

W oczekiwaniu na debiut

Jutro (27.V) na warszawskim parkiecie zadebiutuje najciekawsza w tym roku spółka ze stajni SP. Spółka jest ciekawa, bo jest chyba pierwszym przypadkiem, kiedy SP obniżył cenę poniżej dolnej granicy widełek. Ciekawa jest też inna informacja. Otóż Rzeczpospolita donosi, że Rabobank był zainteresowany nabyciem akcji banku po cenie wyższej niż 90 PLN. Jak to było naprawdę, ciężko powiedzieć - wiadomo, że RP rządu nie kocha, więc na podstawie tej akurat informacji wyrabiać sobie opinii na temat wartości spółki nie warto.

Myślę, że sam debiut nie powinien wypaść gorzej niż w przypadku Tauronu - tym bardziej, że jak już min. Gradowi weszło w zwyczaj, również w tym przypadku prowadzone będą (albo raczej mogą być) działania stabilizacyjne - po szczegóły odsyłam na stronę 207/208 prospektu emisyjnego. Zaznaczam, że moje myślenie jest typowo życzeniowe, bo sam zaopatrzyłem się w skromniuteńki pakiecik (ot dla praktyki w wystawianiu zleceń sprzedaży), którego mam zamiar się pozbyć tak szybko, jak to będzie możliwe.

Pozostaje pewna doza nadziei, że nie powtórzy się historia z PBO Anioła, który na debiucie stracił ponad 20%. Casus PBO był nieco inny, bo mieliśmy dobrą spółkę z dobrymi perspektywami, a przypadek BGŻu to słaba spółka z mocno życzeniowymi widokami na przyszłość.

I jeszcze się przyczepię do XTB - tu wychodzi dokładnie różnica między tanimi DM, a nieco droższymi. Jak zwykle ludki z iksa nie spieszą się w dodawaniu debiutującego papieru do systemu i o ile w innych biurach, już można składać zlecenia na BGŻ, o tyle w XTB wciąż pozostaje czekać na ranną zmianę informatyków.Jeżeli historia się powtarza, to pewnie umożliwią składanie zleceń gdzieś w okolicach 9:45.

środa, 25 maja 2011

Covered call już za rok

Po sobotnim występie z przedstawicielem GPW, udało mi się wydusić z osoby, która się tym tematem będzie zajmować, zeznanie na temat planów giełdy odnośnie wprowadzenia opcji na akcje. I tak, pierwsze tego typu instrumenty powinny zagościć na warszawskim parkiecie na początku 2012 roku. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że tym razem nie powtórzy się sytuacja jak z krótką sprzedażą, która niby jest ale żaden inwestor indywidualny jeszcze z niej nie skorzystał. Co sprowadza nas do zabawnej sytuacji - otóż jak się okazuje, przedstawiciele domów maklerskich inaczej zeznają giełdzie, a inaczej swoim klientom. W kwietniu miałem okazję rozmawiać z dyrektorem jednego z polskich DM, który z dużym zaangażowaniem tłumaczył mi dlaczego krótka sphttp://www.blogger.com/img/blank.gifrzedaż jest mało opłacalna dla brokera, co nie przeszkadzało tejże samej osobie tydzień później zeznawać Krzysztofowi Mejszhttp://www.blogger.com/img/blank.gifutowiczowi (GPW), że udostępnienie krótkiej sprzedaży jest wszystkim o czym tenże DM marzy :)

Niestety kiepska informacja wiąże się z liczbą akcji, na które będzie można wystawiać opcje, bo ma ich być aż pięć - w tym całkiem możliwe, że jedna spółka spoza Wig20.

Pozytywną informacją jest to iż giełda pracuje na możliwością wnoszenia jednostek etfu pod depozyt na opcje na indeks. Wprawdzie maksymalnie etf będzie mógł stanowić 95% depozytu, ale lepsze to niż obecna sytuacja, kiedy to w ogóle nie jest możliwe.

<----edycja 26 maja g. 22:00--->

Topola w swoim artykule zwraca uwagę na rzecz dla inwestorów znających tylko rynek polski wcale nie taką oczywistą. Chodzi mianowicie o to, że opcje na akcje, które mają się pojawić i u nas, będą w wykonywane w stylu amerykańskim - a więc posiadacz opcji będzie miał prawo wykonać ją w dowolnym momencie, chociaż ze względu na premię czasową i tak większość opcji bardziej opłaca się sprzedać na rynku niż wykonać. Druga rzecz, o której trzeba wiedzieć - wykonanie opcji będzie się odbywało poprzez dostarczenie instrumentu bazowego (a więc "przeksięgowanie" akcji), a co za tym idzie posiadacz opcji zapłaci dodatkowo prowizję od kupna, a wystawca od sprzedaży akcji (plus koszt wykonania opcji).

piątek, 20 maja 2011

Sobota z opcją


Zapraszam wszystkich zainteresowanych tematyką opcyjną na spotkanie w Katowicach, które odbędzie się 21 maja - początek o godzinie 10.00. Wraz z Krzysztofem Mejszutowiczem – Szefem Zespołu Instrumentów Pochodnych GPW, przedstawimy słuchaczom kwestie techniczne związane z obrotem opcjami i przybliżymy podstawowe strategie inwestycyjne oparte na tych instrumentach. Więcej szczegółów można znaleźć na stronie Akademii Inwestora.

wtorek, 3 maja 2011

Najsmutniejszy dzień roku

Jak co roku, w okolicach końca kwietnia nadchodzi dzień szczęścia dla wszystkich, którzy mieli "pecha" zarobić coś na giełdzie lub zarobić coś w ogóle - durny fiskus wyciąga swoje brudne łapska po nasze pieniądze. Cała rzecz byłaby jeszcze do zniesienia, gdyby nie fakt, że ta forsa wędruje do ekonomicznego Donalda, najaranego Jarka albo Grzesia plastusia, których jedynym pomysłem na państwo jest dmuchanie socjalizmu. Oczywiście nie nazywamy tego po imieniu - dzisiaj mówi się państwo "solidarne" - masy się cieszą, a pracujący debile zaciskają zęby. Szkoda tylko, że cały solidaryzm spada na barki kretynów, którym akurat chce się robić ale jeszcze się nie dorobili tyle, żeby się wynieść do takiej np Szwajcarii, Cypru czy innego Gibraltaru.

Pozdrawiam wszystkich pracujących kretynów, do których ja również mam "szczęście" należeć, a na pocieszenie piosenka Martina Lechowicza.

wtorek, 26 kwietnia 2011

Bądź jak Buffett, sprzedaj opcje cz1

Dzisiejszy wpis jest z gatunku "waliłem głową w mur polskiej rzeczywistości". Ale jakieś tam walory edukacyjne ma, więc...

Mam taką fanaberię, że inwestując, bardzo często kopiuję (tak, tak po chamsku kubek w kubek kopiuję) strategie najlepszych w danej dziedzinie. Takoż dzieje się również w przypadku analizy fundamentalnej - może nie kupuję tych samych akcji co Warren Buffett (co zresztą miałoby mało sensu, bo tak jakby mam mniej kasy i nie mogę negocjować takich warunków jak on), ale swoje akcje traktuję tak samo. A przynajmniej staram się traktować tak samo chociaż tą część, którą wybrałem fundamentalnie, a nie technicznie.

Ze względu na pewne przemyślenia (o tym w drugiej części) naszła mnie myśl, coby być jak Buffett i sprzedać se opcje (w tym wypadku na Wig20). Jako że jestem miej lub bardziej szczęśliwym posiadaczem pewnej dawki jednostek ETFW20L, pomyślałem sobie, że zamiast głupio blokować gotówkę pod depozyt, dowiem się, czy można zamiast żywej forsy wnieść inne instrumenty.

Derywatami na GPW mogę obracać poprzez konta w XTB i BZWBK i to na nich spadło szczęście w postaci pytania o depozyt. Jakież było moje zdziwienie, kiedy konsultant z XTB uprzejmie poinformował mnie, że w Sidomie (to taki ich kryptonim GPW), to ja se mogę wnosić jako depozyt wszystko, pod warunkiem, że będzie to gotówka. A tak w ogóle, jak jestem biedny i nie mam pieniędzy, to mam iść do konkurencji, bo XTB mnie już nie kocha.

Ciekawszą rozmowę odbyłem jednak na infolinii BZdetów. Tym razem obyło się bez szoku po stronie konsultanta, bo jednak można jako depozyt wnosić również inne instrumenty ale... W regulaminie stoi, że grupa 17 papierów z W20 i kilkanaście obligacji skarbowych może stanowić w pewnym stopniu depozyt pod derywaty (od 45 do 95% depozytu może być wniesione w ten sposób), ale nie oznacza to automatycznie możliwości wykorzystania ich jako depozyt pod opcje (właściwie pod opcję - jedną, samotną opcję na Wig20, jaką można operować na GPW). Konsultant konsultował się z wyższymi instancjami, które muszą dokonać kolejnych konsultacji, w efekcie czego powinienem dostać odpowiedź na moje dziwne pytanie dopiero jutro w okolicach 15. Oczywiście wśród papierów mogących stanowić depozyt pod derywaty (niekoniecznie opcje) nie ma ETFW20L, bo przecież to strasznie nielogiczny pomysł jest, żeby instrument skorelowany 1:1 z bazowym dla opcji wnosić jako depozyt. Tym bardziej bez sensu to jest, że przecież cena opcji (zgodnie z teorią) zmienia się co najwyżej tak samo, jak cena bazy (bardzo często mniej - informuje nas o tym delta - cena opcji powinna się zmieniać tak jak baza razy delta, przy czym delta jest w zakresie <-100%;100%>), więc ETF jako depo pod short calla na W20 sam by się uzupełniał i z punktu widzenia inwestora byłoby to cacy, no ale jak już stwierdziłem byłoby to również strasznie nielogiczne.

W dzisiejszej historyjce udział wzięli:
Lyxor ETFW20L,
Opcje short call,
Depozyt,
XTB,
BZWBK,

niedziela, 17 kwietnia 2011

KSG Agro

Zgodnie z obietnicą kilka przemyśleń dotyczących KSG Agro:

Działalność i porównywalne spółki:
KSG Agro należy do modnej ostatnio branży rolniczej - zajmuje się uprawą zbóż i warzyw na gruntach dzierżawionych (to o tyle ważne, że w najbliższym czasie, wraz ze zmianą prawa na Ukrainie, spółki z sektora rolniczego będą zmuszone inwestować przede wszystkim w zakup gruntów na własność). Na warszawskim parkiecie spółkami o podobnym profilu działalności są:
- Agroton (AGT)
- Agroliga (AGL) - NewConnect
- Astarta (AST)
- Kernel (KER)

Agro będzie 8 spółką ukraińską na polskiej giełdzie (prawdopodobnie IMC zadebiutuje nieco wcześniej). 4 maja rusza indeks Wig-Ukraina, w którym spółka znajdzie się o ile nic nie przeszkodzi w debiucie.
Alternatywnie można skusić się na, wprowadzaną przez ING, spółkę Industrial Milk Company.

Harmonogram oraz kompletną dokumentację można znależć na stronie DM BZWBK.

Cena emisyjna Agro została ustalona na 22 pln, co oznacza obniżkę o 15% wobec ceny maksymalnej (planowanej na 26pln).

Dane finansowe (pochodzą ze prospektu na stronie BZWBK):
RZiS

Widać wyraźnie wzrost przychodów (o 13%), niestety wraz ze wzrostem kosztów sprzedaży (o 69%). Malejące koszty finansowe i rosnący zysk przed opodatkowaniem (o 397%) to pozytywne sygnały - mimo wszystko spora część zysku pochodzi z wyceny aktywów biologicznych (zmiana wyceny obsiewów), co może być trudne do utrzymania przy wyższej korekcie cen na rynkach towarowych.

Wskaźnikowo spółka prezentuje się następująco:


Wskaźniki są przeliczone na prognozach zarządów na rok 2011, przy cenie emisyjnej akcji ustalonej na poziomie 22PLN.

Wartości mnożnikowe



Wyceny BZWBK

Metodą DCF: 33,5 PLN
Metodą porównawczą: 28,6 - 49,4 PLN

Założenia metody DCF są dość konserwatywne. Zakładają m. in. spadek marży spółki po 2011, dwucyfrowy wzrost inflacji producenta(12-15%) i 2% wzrost cen towarów rolnych na świecie. BZWBK przeprowadził symulacje obniżając prognozy zarządu o 5-9%. Z tego punktu widzenia wycena jest znacznie lepsza niż ta, którą dla IMC przeprowadzili analitycy ING (płaska marża, wyższy wzrost cen itp.).

Podsumowanie

Wyniki Agro za 2010 rok zostały wygenerowane na mniejszym banku ziemi, niż spółka posiada aktualnie (27 tyś ha vs 34 obecnie). Dodatkowo spółka finalizuje rozmowy dotyczące kolejnych 10 tyś ha, przy czym plany na rok 2011 to zwiększenie banku ziemi do 50 - 55 tyś ha. Ze spółek ukraińskich, które wchodziły na GPW, wszystkie obiecywały rozbudowę gruntów pod uprawy, jak na razie nic nie wynikło z tych obietnic, co z kolei stawia Agro na wygranej pozycji. Przewagą KSG Agro są lepsze grunty niż większość spółek na Ukrainie (40-120 cm humusu wobec 30-50 cm średniej i 40-60cm dla Agrotonu). Obecnie Agro zarządza lepiej swoimi gruntami niż konkurencja (odłogiem leży 4% gruntów wobec średniej na poziomie 8-9%). Czynnikiem dobrze rokującym dla spółek rolniczych na Ukrainie są negatywne czynniki atmosferyczne, jakich doświadczało w zeszłym roku wiele krajów. Dodatkowo łatwym i w miarę tanim sposobem zwiększenie produkcji z ha będzie wzrost nawożenia gruntów, czego obecnie na Ukrainie nie obserwujemy. Mimo wszystko obecnie priorytetem spółek rolniczych będzie nabywanie gruntów w związku z planowaną zmianą uwarunkowań prawnych. Jednakże wg wycen analityków poprawa zbiorów o 0,5 tony na hektar powinna podnieść wycenę Agro o 144mln USD. Przy czym średni zbiór w Ukrainie jest blisko 3 razy niższy niż w Europie Zachodniej (3.1 t/ha vs 8.5) pomimo znacznie lepszych gruntów. Spółka w 2010 roku zbiła zadłużenie o blisko 30% i wynosi ono obecnie 14 668 tyś USD wobec 11 662 tyś USD kapitałów własnych. Zwracam uwagę na bardzo niskie podatki, jakie płaci spółka (2 tyś USD w 2010 wobec 10 mln USD zysku) - jest to także czynnik ryzyka w kolejnych latach. W przypadku Agro mówimy o 0 stawce podatku dochodowego 0,15% podatku FAT i korzyściach z tytułu zwrotu VATu. KSG nie ponosi ryzyka kursowego, ponieważ ponad 95% produkcji sprzedawane jest na rynku ukraińskim. Oczywiście w innej sytuacji jest inwestor, który będzie wystawiony na ryzyko USD/UAH.

środa, 13 kwietnia 2011

Wstawka mówiona

Witam wszystkich w kolejnym odcinku naszej telenoweli. Jak to z telenowelami bywa, czasem scenarzysta forsę weźmie, a później pójdzie chlać. Ale dziś nie o tym - chlanie rzecz intymna, na światło dzienne wyciągać nie będziem. Zanim jednak zacznę się usprawiedliwiać powiem o czym będzie. A będzie o wszystkim - a jak. Będzie o polityce, o opcjach, o zarabianiu i o korporacjach i brzydkie słowa będą, a jak dobrze pójdzie, to nawet na maila odpowiem. A ponieważ będą brzydkie słowa, to wpis będzie taki dojrzały - dorosły znaczy się. Więc jak nie masz 18 lat albo jeżeli jesteś wrażliwy jak siedemnastoletnia dziewica (są takie jeszcze?), co to by chciała, ale się boi, to pod żadnym pozorem nie czytaj dalej! Dobra, skoro Cię skutecznie zachęciłem i czytasz dalej, to sprawy mają się tak:

Dlaczego nie pisałem - nie pisałem, bo... byłem zajęty (jakie to mądre). A zajęty byłem dlatego, że przygotowywałem się do nabycia trzech dużych pakietów akcji (z czego wyszły ostatecznie dwa). Nie będę się rozpisywal zanadto, bo transakcje były przeprowadzone poza gpw, co niekoniecznie oznacza, że to machloja była (mądrze byłoby takie rzeczy wypisywać na ogólnodostępnym blogu), tylko na spółkach akcyjnych ale niepublicznych. Wspomnieć o tym jednak warto, bo ze względu na "sporość" owych pakietów, starałem się dość dokładnie poznać branże w jakich się te spółki obracają, czym postaram się (a przynajmniej w części) podzielić w kolejnych wpisach. Mimo dość dokładnego badania, jakie przeprowadziłem, pewnie znalazłbym czas na napisanie jakiegoś tekstu, ale szczerze, jak człowiek spędza 12 godzin dziennie na dyskusji o pierdołach związanych z inwestowaniem, to kolejna godzina spędzona na pisaniu o inwestowaniu zdaje się być nieco mniej atrakcyjna. To tyle na temat powodów.

Czy to znaczy, że nie inwestowałem? No nie, przecież pisałem, że kupiłem akcje dwóch spółek (strasznie głupie pytanie). Poza tym przeważały (i nadal przeważają) inwestycje długoterminowe - głównie opcje i głównie koperkowe. W marcu ostatecznie zamknąłem pozycje otwarte 20 września ub.r. z SP odpowiednio 10300 i 10500. Chwilami sytuacja stawała się napięta i conieco rzutowała na życie erotyczne misi koala, no ale ostatecznie skończyło się ekspiracją z ceną referencyjną 9710, co oznacza że dostałem pełną premię, a misie koala odetchnęły z ulgą. Pcham więc dalej paluchy między drzwi, a raczej w koper. Ze zresztą nie najgorszym skutkiem. W najbliższym czasie (19. IV) wygasa mi kolejna opcja z SP 10300, do końca maja mam kilka opcji ze statusem "pending", ale SP powyżej 11000 na razie daje mi spokojnie spać. Poza koperkiem interesuje mnie PLN - inflacja zacnie w marcu przyspieszyła - odczyt konsumenckiej na poziomie 4.3% vs prognozowane 3.6% spowoduje, że RPP pod wodzą ulubionego Marka "zajebię ci kasę z lokaty" Belki będzie miała parcie na podwyżki stóp, co też powinno się przełożyć na umocnienie złotego. Generalnie więcej kasy odpłynie do budżetu naszego ukochanego państwa, gdzie już czeka minfin Jan Jacek Vincenty z planami, jak tu całkowicie bez sensu przepieprzyć tą forsę. Podsumowując - w kręgu zainteresowań jest zielenina (znaczy się koper) i poczet królów polskich plus ewentualnie kolejne prywatyzacje spółek skarbu państwa (w kwietniu powinniśmy poznać szczegóły dot. JSW) - interesuje mnie również emisja Nova KBM (tylko prospekt muszę obejrzeć jeszcze), chociaż ING wybrało najbardziej poroniony sposób zapisu (tylko osobiście i tylko w oddziałach ich DM). Dałby im przykład BZWBK jak prowadzić zapisy mają. Marsz marsz "ekszperty" z Holandii do Irlandii. Strasznie to żenująco wymyśliłem, ale w końcu nie ja to czytam.

Dobra, ponieważ rzecz się staje rozwlekła, reszta brzydkich słów pojawi się w kolejnych częściach.

poniedziałek, 28 lutego 2011

Dzień obligacji spółdzielczych

Dzisiejszy dzień na rynku Catalyst upłynął pod znakiem nowych emisji
3 banków spółdzielczych. Łączne obroty na tych papierach wyniosły 6.60 mln PLN, plus 707 tyś PLN obrotu na papierach BPSu daje 7.30 mln obrotu, co stanowi 1.88% obrotu na Catalyscie za IV kwartał ub. r.


Na dzisiejszej sesji właścicieli zmieniło 50% papierów MBSu i 25% papierów BOMu. Niewielka ilość transakcji sugeruje iż obligacje obejmowane były przez inwestorów instytucjonalnych. Z nowych emisji najciekawsze są papiery SBK (kupon indeksowany jest stawką wibor 6m + 4%), które miałem nadzieję objąć po cenie zbliżonej do ceny nominalnej i uzyskać rentowność w okolicach 8.00% Obejmując dzisiaj obligacje poszczególnych banków można było uzyskać rentowności:

niedziela, 27 lutego 2011

Podsumowanie sobotniego spotkania

Chciałbym podziękować wszystkim uczestnikom sobotniego spotkania Akademii Inwestora. Jednocześnie mam przyjemność zaprezentować wyniki ankiety, jaka została przeprowadzona wśród słuchaczy. Prezentuję jedynie opinie dotyczące mojego wystąpienia.





Bardzo się cieszę, że pomimo pewnego poślizgu w harmonogramie i ekspresowego tempa, prezentacja została dobrze przyjęta.
Wybrane zagadnienia zostaną poruszone i w miarę możliwości poszerzone na łamach tego bloga.