Najlepsze wyniki

Najlepsze wyniki

wtorek, 4 stycznia 2011

Garść AT

Niedawno jeden z czytelników zarzucił mi, że zaniedbuję osoby zainteresowane AT. Zatem, żeby choć odrobinę odkupić swoje winy, zamieszczam garść wykresów, z interesującymi poziomami. Jak sądzę dalszy komentarz jest zbędny.




Telekomunikacji Polskiej dziwne przypadki

Pierwsza sesja 2011 roku przyniosła ciekawe wydarzenie, które przemilcza cała "śmietanka" komentatorów giełdowych. Otóż na fixingu - nowym, lepszym fixingu z godziny 17.30 - jakiś osiołek postanowił nabyć 382 214 walorów TPSA w radosnej cenie 18 PLN za papier. W zasadzie nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby nie fakt iż ostatnie 24 sesje to sympatyczna konsolidacja tepsowych walorów w przedziale 16.17 - 17.15, konsolidacja kontynuowana przez cały dzisiejszy dzionek (ostatnia transakcja przed fixingiem z godziny 17:19:31 została wykonana po cenie 16.81). W gruncie rzeczy na tym komentarzu mógłbym zakończyć dzisiejszy wpis, gdyby nie ingerencja DM X-Trade Brokers. Jak pewnie część czytelników pamięta - tpsa jest jednym z moich flagowych okrętów do inwetowania w trendzie bocznym (zainteresowanych odsyłam do wpisu). Ponieważ boczniak dobrze się nosi zarówno w lecie jak i w zimie zatem, oczekując aż wreszcie domy maklerskie udostępnią krótką sprzedaż, zabawiam się pogrywaniem na krótko poprzez Equity DMA. Jak twierdzi XTB EDMA to m.in. "(...)Transfer zleceń bezpośrednio na giełdę". No i ładnie, nie mam krótkiej sprzedaży na akcjach na GPW, ale dzięki XTB mam ją na akcjach poprzez XTB na GPW (instytucje już od pół roku mają możliwość krótkiej sprzedaży, a XTB postanowiło pozwolić klientom na dokonywanie tych transkacji zastępując ich jako strona na GPW). W gruncie rzeczy niedogodnością jest konieczność korzystania z dźwigni nawet wtedy, gdy z niej nie korzystamy (koszty!). Jakby nie było, krótko sprzedawać można i wg XTB wszystko odbywa się na GPW (co się wiąże z wrzutką zlecenia na WARSET, oczekiwaniem w kolejce itp, jak to na GPW). Ponieważ gram w trendzie bocznym, ustawiłem zlecenie sprzedaży po cenie 16.95. Nieco się zdziwiłem, gdy zobaczyłem realizację zlecenia po cenie 17.43:


Jak na razie nic dziwnego się nie dzieje - jednakże smaczku sprawie dodaje zerknięcie na wykres tickowy kursu TPSA w tym dniu:


Jak widać, ostatnia transakcja przed fixingiem została wykonana po 16.81, następnie mamy lukę hossy po czym na fixingu kurs zostaje ustalony na dokładnie 18.00 PLN. Skąd zatem cena 17.43? Postanowiłem sprawę wyjaśnić na infolinii. Co by nie powiedzieć o kompetencjach konsultantów (miałem spore trudności z wyjaśnieniem, że w fazie dogrywki nie można handlować papierami z inną ceną niż ta, która została ustalona na fixie), reklamacje przyjęto i rozpatrzono na moją korzyść. Chociaż po mojej interwencji Trader uraczył mnie następującym obrazkiem:


Żeby było zabawniej, jest to kolejna wtopa na linii DMA (poprzednio system postanowił zignorować TP) - a osoby chętne do takiej formy inwestowania powinny bardzo dokładnie kontrolować wykonanie zleceń. Zresztą, jak widać poniżej:


W dniu dzisiejszym (4.01.2011) Xtrade dokonał nowych cudo-transakcji po cenie 16.60, szkoda tylko, że GPW naiwnie twierdzi, że transakcja z najniższą ceną została wykonana po 17.02 PLN.

środa, 29 grudnia 2010

Krótka sprzedaż po Polsku

W związku ze zbliżającym się wielkimi krokami momentem wprowadzenia dla szerokiej rzeszy inwestorów krótkiej sprzedaży - przygotowałem drobne opracowanie traktujące o tym, jak cały proces będzie przebiegał. A zatem:

Wg informacji udostępnianych przez GPW, krótka sprzedaż (dla klientów detalicznych dostępna od stycznia 2011r) może dostarczać nowych atrakcji podatkowych osobom, które zdecydują się wykorzystać taki rodzaj zleceń w stosowanych przez siebie strategiach. Jak informuje GPW, zlecenie krótkiej sprzedaży będzie dostępne dla klienta biur maklerskich po zaznaczeniu odpowiedniej opcji w systemie transakcyjnym (m. In. Ze względu na ułatwienie ewidencji tego typu zleceń) i co bardziej interesujące – zlecenie odwrotne (a więc oddanie papierów uprzednio pożyczonych) również będzie wymagało od inwestora zaznaczenia odpowiedniego okienka w systemie transakcyjnym. Zatem okupienie papierów, które inwestor pożyczył w celu dokonania krótkiej sprzedaży nie będzie oznaczało automatycznie oddania tychże papierów. Zgodnie z Informacjami, które posiadam, biura maklerskie nie będą pobierały ŻADNEJ dodatkowej opłaty za pożyczkę papierów wartościowych poza koniecznością uiszczenia procentu od wartości pożyczonych papierów pożyczkodawcy (ta opłata będzie wprost proporcjonalna do czasu trwania pożyczki) i oczywiście wypłaty ekwiwalentu dywidendy na rzecz pożyczkodawcy (przypomina to mechanizm rolowania kontraktów CFD). Dzięki temu, pożyczonymi papierami będzie można handlować np. przez rok aby później oddać je pożyczkodawcy lub też pożyczać je np. na początku każdego miesiąca i oddawać pod koniec – w obu tych przypadkach jedynym kosztem dla pożyczkobiorcy będzie zapłata za czas przechowywania papierów wartościowych (jak wspominaliśmy operacja pożyczki/zwrotu papierów ma być bezprowizyjna). Dla fiskusa natomiast krótka sprzedaż to różnica w cenie celowej pożyczki papierów wartościowych i celowego oddania tychże papierów (bez względu na ilość transakcji wykonanych na danym walorze w międzyczasie). Aby lepiej zobrazować zagadnienie przyjrzyjmy się poniższemu rysunkowi:


Inwestor pożycza i sprzedaje papiery wartościowe (czerwone S), odkupuje je, ponownie sprzedaje, odkupuje, sprzedaje (czarne K, S), po czym ponownie odkupuje i oddaje (czerwone K). Z podatkowego punktu widzenia, krótka sprzedaż, to różnica w cenach między czerwonymi punktami (co więcej krótka sprzedaż nastąpiła tylko raz (czerwona elipsa), pozostałe transakcje to stratne transakcje kupna i sprzedaży (czarne elipsy)). Jeżeli zwrot papierów nastąpi w nowym roku podatkowym, to zyskowną transakcję krótkiej sprzedaży rozliczymy w kolejnym roku, a pozostałe (zaznaczone na czarno), stratne transakcjie rozliczymy w roku bieżącym. W odróżnieniu do opisanej właśnie sytuacji, inwestor, który po odkupieniu papierów od razu oddeje je pożyczkodawcy w roku podatkowym dokona serii transakcji krótkiej sprzedaży, co obrazuje ryzunek poniżej (inwestor pożycza papiery, sprzedaje, odkupuje i oddaje – tą czynność powtarza pięciokrotnie, dokonując pięciu transakcji krótkiej sprzedaży):


Oczywistym zyskiem inwestora pierwszego jest odroczenie podatku, niestety za cenę dłuższego przechowywania pożyczonych papierów, a co za tym idzie za konieczność uiszczenia wyższej opłaty za pożyczkę, z drugiej strony inwestor stosujący drugie podejście zapłaci mniej za pożyczkę papierów (i będzie miał prostszą sytuację podatkową), ale podatek od zysków zapłaci znacznie wcześniej.

wtorek, 16 listopada 2010

Postbenowy krajobraz rynków

Po ogłoszeniu przez Benka dziwacznego programu ratowania/anihilowania amerykańskiej gospodarki, sytuacja na rynku jest taka, jak można się było spodziewać. Tak jak pisałem poprzednio - aktualnie realizujemy scenariusz kupuj plotki, sprzedawaj fakty, a konkretniej właśnie sprzedajemy fakty. Na tapetę wróciły problemy Irlandii i Portugalii, które pchają euro w dół (co może spowodować polepszenie koniunktury u naszego głównego partnera handlowego - Niemiec, a pośrednio również w Polsce). Przechodząc na pole AT - sytuację na eurodolarze oceniałbym jako prawdopodobny powrót do trendu spadkowego. Obecna korekta jest największą od czerwca b.r., wcześniej tego typu sytuacje zwiastowały dalsze spadki:

poniedziałek, 8 listopada 2010

Equity Magazine 06


Po raz kolejny mam przyjemność zaprosić wszystkich do lektury Equity Magazine, który można pobrać tutaj

środa, 3 listopada 2010

Rynek mówi sprawdzam

Do ogłoszenia decyzji Bena dzielą nas już tylko godziny. Po wczorajszym wybuchu radości, dzisiaj na wielu rynkach obserwujemy mniejszą lub większą korektę. Tak, czy inaczej o godzinie 19.15 poznamy dane, na które rynek czeka już prawie 2.5 miesiąca. Przypominam raz jeszcze: wg przecieków i spekulacji, Ben zamierza napompować rynki kwotą od 500 do 2000 mld dolarów (pakiet rozłożony na 6 miesięcy). Od pierwszych przebąkiwań Bena (27 sierpnia), do dzisiejszego max, s&p 500 wzrósł o 160 punktów (+15%). Obecna sytuacja na rynku pokazuje, że część inwestorów wolała już rozpocząć realizację zysków, co ciekawe przy zastoju na EURUSD. Zostaje pytanie co zrobi Ben i przede wszystkim co z tego wyniknie. Biorąc pod uwagę, że część założeń już została zrealizowana (EURUSD podskoczył od sierpnia o 15 centów), a jednocześnie wzrosły napięcia na arenie międzynarodowej, podskoczyły prognozy inflacji w Stanach i jednocześnie mocno wywindowano ceny akcji i surowców (do tego dane makro z USA nie były ostatnio fatalne), obstawiam że FED zadowoli się aktualnym stanem rzeczy i ogłosi skup obligacji za kwotę do 1 bln, lub też, co bardziej prawdopodobne, komunikat będzie bardzo niejasny. Efektem (moim zdaniem) będzie korekta w najbliższym czasie. Oceniając rynek przez pryzmat możliwych impulsów, mam wrażenie, że niezależnie od skali interwencji FEDu, nawet gdyby była wyższa niż 2 bln, to po ewentualnym krótkim wybiciu w górę tak czy inaczej przyjdzie korekta. W Stanach kończy się okres publikacji raportów, kolejne posiedzenia G20 nie zapowiadają nadzwyczajnych emocji (poza może próbą nacisku na Chiny w celu dalszego uwalniania kursu juana), w zasadzie od co najmniej miesiąca rynek żył nadzieją na dodruk dolców. Kiedy ta nadzieja stanie się faktem, wielu inwestorów zacznie zastanawiać się co dalej, co ma prowadzić do dalszych wzrostów i to właśnie jest moim zdaniem główna szansa dla potencjalnej korekty (nawet krótkiej).

poniedziałek, 1 listopada 2010

Ben i jego drukarki

Każdy analityk zainteresowany inwestowaniem w skali od D1 w górę z niecierpliwością oczekuje wydarzeń, których efekt zobaczymy już w tym tygodniu. Od pewnego czasu obserwujemy ciekawe zależności - otóż dobre dane prowokują spadki (wprawdzie małe), a złe dane są wykorzystywane do podciągania indeksów i osłabiania dolara. wytłumaczenie tego faktu jest bardzo proste - im gorsze dane, tym większa szansa/skala kolejnego luzowania polityki pieniężnej, którą zapowiadał stary, dobry Ben. Na dzień dzisiejszy rynek spodziewa się (a więc jak można przypuszczać jest to zawarte w obecnej wycenie aktywów), że FED dodrukuje od 0.5 do 2 bln zielonych. Drugim czynnikiem, który może mieć znaczący wpływ na rynek są wybory do kongresu, które zdecydują o tym, czy demokratom uda się utrzymać stan posiadania, czy też, co ostatnio wydaje się być znacznie bardziej prawdopodobne, stracą większość. A więc z chronologicznie:

2 listopad - wybory
3 listopad - decyzja Bena
12 listopad - posiedzenie G20 (o tym później)

Jedna z zasad rynkowych mówi - kupuj plotki, sprzedawaj fakty (co sugerowałoby wystąpienie przeceny PO opublikowaniu najważniejszych danych). O ile nie podejmuję się komentowania życia politycznego Amerykanów, mogę spróbować przedstawić swój punkt widzenia na bieżącą politykę fiskalną/gospodarczą wesołego Bena.

Po pierwsze pieniądze, bo jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze - kolejne pompowanie pieniędzy w gospodarkę nie skutkuje niczym konkretnym. Na dzień dzisiejszy zarówno banki, jak i przedsiębiorstwa śpią na forsie i nawet zakładając, że dzięki radosnemu Benowi koszt pieniądza spadnie o kilka punktów, to raczej nie zachęci firm do kolejnych inwestycji ani banków do kredytowania tychże firm (co zabawne banki usilnie próbują pożyczać pieniądze, niestety jedynymi kandydatami są firmy o niewielkich zdolnościach kredytowych i przekredytowani obywatele). Z kolei dla tych Amerykanów, którzy mają problemy ze spłatą wcześniej zaciągniętych zobowiązań spadek raty o dolara albo dwa (o ile rzeczywiście wystąpi) również nie powoduje różnicy, szczególnie jeżeli nie są w stanie spłacać części odsetkowej kredytu, nie wspominając już o części kapitałowej. Inna kwestia, to spory zapas mocy produkcyjnych przedsiębiorstw (wykorzystanie mocy - 74.7%), co jest kolejnym powodem braku inwestycji ze strony firm - nie ma po co inwestować w nowe maszyny, jeżeli nie wykorzystujemy do końca starych. Problem z inwestycjami jest też taki, że skoro 10% Amerykanów nie ma pracy, to raczej nie należy spodziewać się szybkiego wzrostu konsumpcji, która przełożyłaby się na większe wykorzystanie mocy produkcyjnych, co z kolei pociągnęłoby za sobą inwestycje ze strony przedsiębiorstw. Tak dochodzimy do
punktu drugiego - kursu dolara i pytania dlaczego, jak leci w dół to źle, a jak idzie do góry to jeszcze gorzej? Cóż, ujmując rzecz najprościej - jeżeli założymy, że w kraju popyt się wyczerpał i tańszy pieniądz nie pociąga za sobą wzrostu inwestycji i zatrudnienia, to należy zrobić co się da, żeby wypchnąć sprzedaż w świat. Oczywiście najprostszą drogą do tego jest obniżenie kursu własnej waluty, przez co zwiększamy konkurencyjność rodzimej produkcji. I tak jeżeli dla przeciętnego Europejczyka komputer X kosztuje 100euro, a Y 100usd, to jeżeli 1Euro kosztowało 1.2 zielonego, to komputer Y kosztował 83.3 euro, a teraz, gdy za euro trzeba zapłacić 1.5 zieleńca, to ten sam komputer kosztuje 66.6 euro. Problem ze sztucznym obniżaniem wartości własnej waluty jest taki, że jeżeli ben zbytnio zszokuje inne waluty, to w krótkim terminie zwiększy zatrudnienie we własnej gospodarce, niestety może doprowadzić do gwałtownego spadku popytu u odbiorców (dla przykładu w Europie) poprzez zwiększenie bezrobocia w UE, spadku wartości euro i w dłuższym terminie wracamy do punktu wyjścia, tylko mamy mniej forsy do wydania na kolejne zabawy. Dodatkową trudność w zabawie walutowej powodują trzy fakty:

A. Większość surowców świata wyceniana jest w dolarach, co oznacza, że spadek dolara pociąga za sobą wzrost wyceny surowców, co z kolei może się przełożyć negatywnie na koszty pracy w USA (może, nie musi - nie badałem dokładnie ile i jakie surowce importują, a jakie wydobywają u siebie)

B. Rozpatrując dolara nie możemy mieć przed oczami tylko amerykańskich interesów. Juan dolarem stoi i każdy ruch na dolcu wywołuje taki sam ruch na juanie. Co z tego, że Ben zmniejszy wartość zielonego do poziomu papieru toaletowego, jeżeli ten sam proces dotknie juana? W gruncie rzeczy Chińczycy powinni wystawić Benowi pomnik w Pekinie, bo aktualna polityka FEDu powoduje, że każdy wydany dolar powoduje wzrost pkb USA o 5 centów i Chińskiego o 95. Oczywiście cała zabawa Benniego ma sens o ile optymistycznie założymy, że Chińczycy zgadzają się na amerykańską politykę, a jak się ostatnio okazało nie jest to do końca prawdziwe założenie (wzrost stóp w państwie środka).

C. Trudno się spodziewać, że inne kraje nie podejmą działań "obronnych". Zresztą część krajów rozwiniętych już je podejmuje (wprowadzienie i zwiększenie podatku od zysków z obligacji skarbowych dla inwestorów zagranicznych w Indiach i Brazylii; otwarte ingerencje na rynku walutowym - Japonia, Szwajcaria; i dla zwolenników teorii spiskowych - nie zdziwię się, że przy dalszej aprecjacji euro usłyszymy kolejne "katastroficzne" dane z Europy [w gruncie rzeczy jest to najtańsza forma interwencji, a poprzedni kwartał był dla krajów UE bardzo dobry właśnie dzięki słabemu euro, żeby nie wspomnieć, że to był też główny powód dla którego bank Chin zaklinał się na wszystkich bogów, że nigdy nie zdecyduje się na wyprzedaż "eurowych" obligacji {UE jest głównym partnerem handlowym Chin}]).

Reasumując - moim zdaniem obecna polityka bena drukarkorękiego jest balansowaniem na ostrzu noża. Ze względu na tani pieniądz i brak popytu na tenże, większość instytucji finansowych szuka alternatywnych form ulokowania nadmiaru gotówki (kto przy zdrowych zmysłach będzie się rzucał na zysk rzędu 2-3% rocznie). Niestety nie sprzyja to wzrostowi zatrudnienia, spłacie długów i zwiększeniu konsumpcji. Jedyne, co z takiej polityki wynika to napompowanie bańki na wielu rynkach, a pęknięcie takich baniek w najbliższym czasie może być znacznie mniej przyjemne niż "miodowe lata" 2007-2008. FED strzela już ślepakami, których wpływ na "rynek pieniądza" jest znacznie słabszy niż manipulacja stopami (swoją drogą zabawne byłoby, gdyby któryś kraj zdecydował się na ujemne stopy :) ), jednocześnie to co obserwujemy obecnie to niezdolność Amerykanów do przyznania się do błędu i wypracowania nowego podejścia (szczerze mówiąc nie wiem, jak miałoby ono wyglądać). Jedyne co możemy zrobić, to mieć nadzieję, że amerykańskie bezrobocie zostanie wyeksportowane do innych krajów z umiarem, nie powodując zabawy w wojny i wojenki walutowe, a najlepszym scenariuszem byłaby rezygnacja Chin ze sztywnego kursu juana. Problem w tym, że za taki scenariusz zapłaciłyby głownie Chiny i państwa Azjatyckie.

Listopadowe spotkanie G20 może być zabawne ze względu na fakt iż amerykański departament skarbu coraz usilniej "eksportuje" swoją nieudolność do Chin. Od dłuższego czasu spodziewam się publikacji, w której Amerykanie oskarżą Chiny o brzydkie zabawy walutowe (będzie to jeszcze śmieszniejsze po tym, jak Ben ogłosi, że rekwiruje swoim rodakom cały papier toaletowy, żeby mieć na czym drukować podobizny Georga Washingtona, chociaż nie zdziwię się, jeżeli za kilka lat na tej samej rolce drukowane będą podobizny Woodrowa Wilsona).